Świat z perspektywy żonatego mężczyzny,
będącego ojcem czwórki dzieci

Lesni ludzie

Leśni ludzie

Niedaleko naszego domu znajduje się las. Ma on swoją historię, niekoniecznie fajną, ale dzisiaj to zupełnie inny las, i inne jego wykorzystanie niż w czasie drugiej wojny światowej. Wciąż można znaleźć tutaj łuski po pociskach i inne drobne wojenne artefakty, ale te stanowią raczej ciekawostkę i radość dla szperaczy… Dzisiaj, to teren rekreacyjny. Liczne ścieżki i dróżki służą mieszkańcom mojego miasta i wszystkim tu przybywającym.

I w tym właśnie lesie jest taki jego mały fragment, ot z 200 na 350 m, który dla naszej rodziny i przyjaciół okazał się idealnym miejscem do spędzania czasu. Nie jest celem wycieczek i spacerów, bo leży 'po drodze' do znanego i lubianego przez toruńczyków miejsca tychże, posiadającego zaplecze socjalne, plac zabaw, Szkołę Leśną i inne atrakcje. Ten 'nasz' las wygląda niepozornie. Tworzy go kilkanaście niedużych i nieregularnych pagórków, jeden wał i taka jakby niecka, w której łatwo wyobrazić sobie wodę, której tutaj niestety nie ma. Ten fragment lasu ma charakter mieszany. Przeważają w nim dęby i brzozy. Jeśli dąb kojarzy się Tobie z sążnistym drzewem, to będziesz zawiedziony. Drzewa w tym lesie są raczej smukłe i dość wyskoie. Ich nieregularne rozłożenie świadczy o tym, że nie były sadzone ludzką ręką.

Pierwsze co, dzieciaki zaczęły oswajać to miejsce. W taki typowy dla wszelkiej maści osadników sposób. Stwierdziły, że wybudują sobie dom. Szałas. Ale za to każde własny. Tym sposobem, w krótkim czasie leżące na ziemi tu i ówdzie gałęzie zostały skwapliwie pozbierane i uporządkowane. To ich ‚życie po życiu’ chyba jest ok. Mijają tygodnie, a szałasy stoją. Julek ma podejrzenie, że ktoś przy jego szałasie ‚majstrował’. Nie zdziwiłbym się, gdyby poczuł się tym faktem poirytowany. Że ktoś mu się wtrynia.... Julek jest mega konstruktorem. Klocki nie mają przed nim tajemnic, a wirtualne przygody w Micecraft’owym świecie, tylko dodają mu twórczej swobody. I tak szałas Julka jest najokazalszym, bo trzyosobowym. Z miejscem dla psa, który również sam do niego chętnie wchodzi. Szałas ten ma wydzieloną cześć dzienną. Ma przedsionek. Ma nawet basen - taką konstrukcję wypełnioną liśćmi do leżakowania w nich. Ma także wieszak na ubrania i coś, co można wykorzystać jako maszt. Na flagę, której jeszcze nie ma. Chyba będę musiał Julkowi to podpowiedzieć :). Z punktu widzenia strategicznego, ten szałas jest także najlepiej zlokalizowany. Na górce, z widokiem na wszystkie strony. Nie sądzę, żeby Julek słuchał odcinka podcastu ‚Światopogląd’, w który wspominałem o tym poniekąd. W naturalny sposób nie musi. Ma to ‚coś’.

Szałasy dziewczynek są inne. Ich lokalizacja jest mniej praktyczna, ale za to o wyraźnych walorach estetycznych. Do tego ich leśne domki są upiększone. Wokół zamiecione podłoże. Ułożone ognisko z patyków - oczywiście na ‚niby’. Tak, żeby ten ich 'dom' był ciepły, kompletny. Z braku półek i szafek zbierackie trofea leżą na ziemi. Kamyki, bukiecik z traw... W odróżnieniu od domowych zachowań, tu podejrzanie wręcz uporządkowane.

Dzieciaki biegają w ‚tewte’ i wewte. Nawet jeśli w emocjach, to wciąż są niedominującymi źródłami dźwięków. Ganiają się i siebie. Bawią w szukanego i mini-podchody. Doskonalą sprawność skradania się. To nie łatwe, gdyż całe poszycie wypełnione jest opadłymi z drzew, zeschniętymi liśćmi.

Cały czas eksplorują teren wokół. Oswajają siebie, ale też i las. W efekcie mamy w tym miejscu tzw. ‚basen’ - wielkości małego basenu dziurę wypełnioną liśćmi, stąd jego nazwa. Jest też ‚bunkier’ - dziura w ziemi, obrośnięta młodymi drzewami, pozwalająca chłopcom na swobodną obserwację obozu dziewczyn. To oczywiście bardzo istotne.

Drzewa przestały być zwykłymi drzewami. Stały się ‚tymi’ drzewami. Bo okazało się, że są unikalne, z charakterem. Dzieciaki znalazły takie, którego trzy pnie wyrastające z jednego tworzą taki kielich, w którym wspiąwszy się, zwinna i szczupła osoba może się dać otulić, schować. To także dobry punkt obserwacyjny dziupli dzięciołów, którą też wypatrzyły. Z młodymi w tejże dziupli. I jakoś tak, w ten wachlarz aktywności leśnych, wpleciona została czuła obserwacja naszych już dzięciołów.

Któregoś razu w czasie spaceru znaleźliśmy dzika. Wydaje się, że to żaden wyczyn w takim lesie. Za każdym razem, kiedy tu przyjeżdżamy widać ślady ich bytności - poorane w poszukiwaniu jedzenia poszycie. Ten dzik jednak był inny. Był... martwy. Nie miał jednak żadnych wyraźnych oznak wskazujących na powód śmierci. Postanowiliśmy zgłosić znalezisko leśniczemu. Nie było to kłopotliwe, bo do leśniczówki dorzuciłbym z tego miejsca może nie beretem, ale swobodnie zwykłym jabłkiem. Następnego dnia, po dziku nie było już śladu. Gdyby nie fakt, że widzieliśmy go na własne oczy, to w zasadzie nie zauważylibyśmy różnicy. Ot, las, jak to las. Dopiero przy uważnym spoglądaniu ujawnia swoją ‚takość’, unikalność i niepowtarzalność. To wymaga czasu i gotowości widzenia w miejsce takiego zwyczajnego patrzenia wokół.

Ciekawość kazała dzieciom przypatrywać się także mrówkom. Okazało się, że w tym kawałku lasu, jest ich kilka odmian, gatunków. I stało się jakoś tak, że każde z dzieci zaczęło opiekować się - swoim oczywiście, mrowiskiem. Opieka charakteryzuje się (czas teraźniejszy) czułym spoglądaniem na jego mieszkańców, śledzeniem mrówczych wędrówek i... podrzucaniem czegoś dobrego dla nich - kawałka skórki od zjedzonego banana albo ogryzka po jabłku.

Do lasu zabieramy Fraktala. Jego historię z nami poznasz w poświęconym mu odcinku podcastu. Myślę, że doświadcza traumy postschroniskowej. Wyrobił się jednak chłopak, że aż. We wszystkim, oprócz kontaktów z innymi psami, na które reaguje nader żywiołowo. Do tej pory zabierając go do lasu korzystaliśmy ze smyczy. Najpierw takiej zwijanej. Później także linki. W naszym miejscu odważyliśmy się na poeksperymentowanie z poszerzaniem jego wolności i naszego spokoju - początkowo spuszczając go ze smyczy i wołając między sobą. Fraktalowi jest z nami dobrze. Wydaje się już w pełni zsocjalizowany i zaaklimatyzowany. Teraz już łazi sobie swobodnie po tym naszym lesie. Gania z dzieciakami. Schroni się czasem w Julka szałasie kładąc na wydrapanej własnymi łapami piaskowej leżance. W ten sposób do dzisiaj chłodzą się jego dzicy kuzyni - wilki. Na psach się nie znam, ale jestem przekonany, że jest z nami szczęśliwy. I bardzo dobrze!

Ja sam korzystam z każdej okazji, żeby sobie... pobyć. Z akcentem na ‚sobie’, a drugim na ‚pobyć’. Tak sobie. Bez wyraźnego celu i powodu. Dzieciaki latają same. Bawią się same. Same też rozwiązują swoje problemy. A moje myśli szybują sobie gdzieś. Bo sprawy domu, pracy i wszystkie inne, tu w lesie wydają się takie odległe, ze aż prawie nierealne. Może nawet nie tyle nierealne, co jakieś takie mniej ważne. Problemy?

Problemem jest susza, które wygląda z każdego niemal kąta lasu. Czy wiesz jaką wilgotność ma zwykła kartka papieru? Osiem procent. To sprawia, że tak chętnie, bo łatwo używamy papieru do rozpalania ogniska. W zeszłym tygodniu przez dwa dni, Hmm... padało? Nie wiem, co napisać, bo to było coś między dżdżem a deszczykiem. W każdym razie do tego czasu wilgotność ściółki leśnej była na poziomie dziesięciu procent. Jeśli lasy miałyby zostać teraz zamknięte, to zapewne z tego właśnie powodu - wysokiego i realnego zagrożenia pożarami.

W naszym miejscu bywały wcześniej i inne osoby. Zapewne nie dość rozwinięte. Bo jeśli nawet, przymykając oczy i rozum, fakt palenia można uznać za ‚słabość’, o tyle fakt palenia papierosów - związany z używaniem otwartego ognia, w tak suchym lesie i tym konkretnym miejscu, świadczy o głębokim upośledzeniu. Przynajmniej wyobraźni. W naszym miejscu znaleźliśmy kilkanaście petów. Paczkę rzuconą w liście, też znaleźliśmy. To działo się mniej więcej w czasie, gdy płonął Biebrzański Park Narodowy.

Mam nadzieję, że wielu zwróciłoby uwagę osobie palącej w czasie takiej suszy w lesie. Ale w miejscu naszych znalezisk ludzie nie spacerują. Tu trzeba przyjść. I jest się samemu. Jak widać, nie wszyscy dorastamy do wolności, o które tak bardzo zabiegamy.

To przypomina mi, żeby wspomnieć o tym, że zabieramy ze sobą do lasu worki na śmieci. Nie nasze. Puszki po piwie - wydają się normą. Górka, ciepełko. Do tego cisza, spokój i las... I nieodpowiedzialny człowiek.

Poza puszkami, znajdujemy także sporo flaszek po wódce. Żadnych półśrodków w postaci ‚małpek’. Dzisiaj znalazłem butelkę po tzw. ‚krowie’. Dopowiem, że ostatni raz byliśmy tu dzień wcześniej i jej nie było...

Chciałem wrzucić do opisu tego odcinka zdjęcie któregoś z szałasów dzieci. Tyle pracy i wysiłku i tyle radości z nimi jest związanych. Ale urzekły mnie bose stopki Gai. To, że kiedy dzieciakom ciepło i rozbierają się, to oczywiste. Ale nasze lubią pobiegać sobie boso. Całkowicie spontanicznie, bez klucza. Ja też lubię. Ale nie po takim poszyciu. Za ‚cienki’ jestem. A może po prostu za ciężki? Ale tutaj jest tak pięknie i zjawiskowo, że kiedy już jestem - ale tak na prawdę, będąc wypłukanym z miejskości, nienaturalności, w prostocie leśnej obecności, to chętnie siadam na cieplej ziemi. Potem zaczynam kombinować, jakby się tu położyć. Oczywiście by patrzeć na ‚zielone i niebieskie’. I mam niczym nieuzasadnione przekonanie, ze świat beze mnie doskonale sobie daje radę... Polecam spróbować tego i Tobie :)

I kiedy będziesz już całkowicie leśnym człowiekiem, może dostrzeżesz prawdziwą rzadkość: szczupaka leśnego o oczach z zielonego mchu, leniwie sunącego w toni podłoża. Ten pod nogami Gai, jest całkiem dorodny.

Prawda, że piękny?

p.s. Wczoraj wieczorem, już po powrocie z lasu, Zojka dostała jeden z zaległych urodzinowych prezentów - pandemia nie służyła przesyałaniu paczek. Jest nim wielkoformatowy album dla dzieci o przyrodzie. Pierwsze, co Zojka zrobiła, to zaczęła szukać dzięciołów, żeby stwierdzić, które to są te 'nasze'. I wychodzi, że to albo dzięciołek - najmniejszy z gatunków mieszkających w Polsce, albo dzięcioł zielony. Do ostatecznego rozstrzygnięcia potrzeba dalszych obserwacji, bo nie ma pewności...



Lesni ludzie | Gaja Bossanoga | Gajcia

Lesni ludzie | szalas Jeden z szałasów - zgadnij, który?

Ty,czasem Ląki Łan wypuścił singiel LASS. Rezonuję mocno :)

{{ message }}

{{ 'Comments are closed.' | trans }}