Świat z perspektywy żonatego mężczyzny,
będącego ojcem czwórki dzieci

Swiatopglad

Światopogląd

Mówi się, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Jest w tym stwierdzeniu nie tylko sprawdzalna dosłowność, ale także i to, co wiążąc się z pełnią ludzkich przeżyć i doświadczeń - odnosi się do zdarzeń w dużej mierze subiektywnych.

Wiedzieli o tym nasi odlegli w czasie i historii antecesorzy, wspinający się na drzewa chociażby po to, by rozeznać się w terenie. Wiedzieli o tym bardzo dobrze dowódcy armii, starający się zająć wyżej położone miejsce na polu bitwy. Do dzisiaj zresztą jest podobnie. Punkt, czy stanowisko dowodzenia musi zapewniać realizację funkcji planowania, organizowania, motywowania i kontrolowania jednostek i żołnierzy na polu bitwy. Współcześnie, owo ‚wyżej’, oznacza wykorzystanie unoszących się nad głowami bezzałogowych maszyn i satelitów, obserwujących pole działań. Zebrane w wyniku takich obserwacji dane są - z punktu widzenia sensu działań operacyjnych bezcenne i najczęściej nieodzowne. Informacja staje się realną siłą do wykorzystania.

Od razu dopowiem, że mechanizm ten - zdobywania informacji, przekuwania ich w wiedzę i wykorzystywania przez człowieka, dotyczy nie tylko licznych aren działań wojennych i militarnych. Na szczęście.

Na szczęście, i z pożytkiem dla ludzkości - zwykle z takim właśnie zamiarem. Albowiem, te same urządzenia mogą przykładowo monitorować zmiany atmosferyczne, przekładające się na ocenę aktualnych warunków i prognozowanie pogody, uwzględniające jej zmiany w czasie. Generalnie można przyjąć, że pozyskiwane w procesach obserwacji, pomiarów i eksperymentów informacje, w drodze ich planowania, realizowania i przetwarzania, skutkują zwykle nie tylko tworzeniem praw, czy teorii naukowych, ale też stają się podstawą do podejmowania konkretnych działań tak w odniesieniu do jednostek, jak i całej ludzkiej populacji.

Całkiem niedawno, bo 14 lutego, Amerykańska Agencja Badań Kosmicznych NASA opublikowała po raz wtóry bardzo specyficzne zdjęcie. Jego fragment znajdziesz we wpisie na blogu i widzisz jako okładkę do tego odcinka podcastu.

Oryginalne zdjęcie zostało wykonane w 1990 roku, przez bezzałogową sondę Voyager 1, opuszczającą nasz układ Słoneczny. Dla przypomnienia - sonda wyruszyła w swoją misję 5 września 1977 roku.

Z tym historycznym zdjęciem wiąże się wiele spraw, których szczegóły możesz poznać eksplorując zasoby Internetu. Ja polecam Tobie gorąco przeczytanie książki Pale Blue Dot | A Vision of the Human Future in Space, autorstwa Carla Sagana – mojego przyjaciela od książek, często i chętnie wspominanego przeze mnie na blogu.

Dlaczego polecam tę konkretną książkę? Po pierwsze dlatego, że to właśnie Sagan był pomysłodawcą i inicjatorem wykonania tego zdjęcia. Po wtóre i nie mniej ważne - był nie tylko uznanym astronomem i astrofizykiem. Z pewnością był jednym z najskromniejszych popularyzatorów wiedzy o Kosmosie. No i książka w języku polskim dostępna jest chociażby w formie cyfrowej, w popularnej Legimi - pod tytułem Błękitna Kropka. Człowiek i jego przyszłość w kosmosie.

Jako uzupełnienie - wszak jesteśmy czytającymi z lubością, możesz w Internecie obejrzeć wzmiankowany już na blogu oryginalny serial Cosmos prowadzony przez Carla Sagana i będący ekranizacją jego książki o tym samym tytule. Jeśli zaś korzystasz z serwisu największego w Polsce dystrybutora filmów na żądanie - możesz obejrzeć remake oryginału - już w prowadzeniu przez Neila deGrass Tysona. Każdorazowo wzruszam się słysząc opowiadanie Tysona o jego spotkaniu z Saganem, w końcowych minutach pierwszego odcinka tej nowej - zaktualizowanej co do stanu wiedzy i pełnej efektów serii. Sprawdź dlaczego...

Jeżeli żyjesz dostatecznie długo, pamiętasz zapewne program Sonda autorstwa Andrzeja Kurka i Zdzisława Kamińskiego, prezentowany na telewizyjnej antenie u schyłku lat siedemdziesiątych, ubiegłego stulecia. Program ten - popularyzujący wiedzę w oryginalny i fascynujący nie tylko mnie sposób, rozpoczynał się czołówką, w której można było zobaczyć obrazek prezentujący między innymi postać kobiety i mężczyzny z uniesioną w pozdrowieniu, otwartą dłonią, i - tuż obok nich, taką specyficzną gwiazdkę. Rysunek zawiera ponadto kilka innych elementów - nie wspominam o nich tylko dlatego, by nie psuć przyjemności Twoich własnych eksploracji w celu ich odkrycia i zrozumienia. Rysunek ten jest swoistym rebusem - zapisem wskazującym nasze (człowiecze) miejsce w przestrzeni kosmicznej. Jego kopia do dzisiaj wędruje na sondzie Pioneer 10 i 11 oraz sondzie Voyager 1. Sagan był jednym z twórców tego zapisu (wraz z Frankiem Drake’iem). Z kolei bliźniacza do Voyager 1 sonda oznaczona numerem 2, wyniosła w przestrzeń międzygwiezdną miedziano-złoty, 12-calowy dysk o nazwie Voyager Golden Record. Płyta ta zawiera dwugodzinne nagranie zdjęć i dźwięków mających być wizytówką nas - Ziemian. Carl Sagan był szefem zespołu wybierającego znajdujące się w tym komunikacie treści.

Jeśli myślisz, że takie powiedzenie ‚dzień dobry’ Wszechświatowi to prosta sprawa - wymyśl własną wersję takiej kosmicznej wizytówki. Komunikat stworzony przez Sagana i Drake’a, został rozszyfrowany przez grupę testową - bez zbytecznego tłumaczenia, o co chodzi - w kilkanaście godzin. O kłopotach, jakie sprawia zwykłe ‚dzień dobry’, pisałem pod tym właśnie zdjęciem we wpisie Boidudek. Jeśli nie kojarzysz komunikatu, o którym opowiadam - znajdziesz go w tym właśnie wpisie. :)

A miało być o światopoglądzie. Jeśli jeszcze nie zauważyłaś, nie zauważyłeś, że wciąż tak właśnie jest, to pomyśl, że w świecie, w którym niemalże wszystko ze wszystkim się łączy - mniej lub bardziej bezpośrednio, również opowieści kleją różne treści... :) Żartuję... Ale tylko trochę. Będzie jeszcze o światopoglądzie. Wytrzymasz!

Wspominałem wcześniej o fakcie, iż wykonanie tego konkretnego zdjęcia Ziemi nie było pierwotnie planowane. Wszystkie sondy realizują misje naukowe, badawcze. Okazało się jednak, że podstawowe zadania zostały wykonane przez Voyager 1 i jednocześnie, sonda miała wkrótce przekroczyć granicę naszej nad nią kontroli. Sami zaś jej kontrolerzy, z tego właśnie powodu mieli być oddelegowani do realizacji innych zadań. Saganowi udało się przekonać do tego pomysłu ówczesnego administratora NASA - wiceadmirała Richarda Truly’ego. Dość powiedzieć, że sprawa nie była prosta, a sonda oddalała się od naszej planety z prędkością 65 tysięcy km/h, zatem czas naglił. Jak widzisz - zdążyliśmy!

Całą stronę programistyczną realizacji tego zadania - przypomnę: obrócenia platformy z aparatami i wykonania sekwencji zdjęć z pędzącej w otchłań Kosmosu sondy i przesłaniu ich na Ziemię, realizowały panie Candy Hansen oraz Carolyn Porco. Wspominam o tym bynajmniej nie z powodu zbliżającego się Międzynarodowego Dnia Kobiet, a tak zwyczajnie - z tytułu ich kompetencji i umiejętności.

Ostatecznie, dysponujemy sześćdziesięcioma zdjęciami różnych miejsc naszego układu słonecznego - często określanymi jako ‚portret rodzinny’, wykonanymi z jego obrzeży - około 6 miliardów kilometrów od jedynej jego gwiazdy, czyli Słońca.

Kiedy przyjrzysz się zdjęciu Ziemi uważnie - dostrzeżesz przecinający ją promień światła. Oczywiście nie ma specjalnego powodu, dla którego Słońce miałoby promieniować na Ziemię w jakiś szczególny sposób. Efekt ten jest niezamierzonym odbiciem światła od powłoki samej sondy. Ale jednocześnie nasz kulturowy background aż kusi, aby myśleć o tym w kategorii, jakiegoś szczególnego wyróżnienia Ziemi i nas ludzi. A to nie jest prawdą. I sporą część książki zajmuje przedstawienie tego antropocentrycznego podejścia i powodów jego naturalnego odrzucania. I oporu temu towarzyszącemu.

Bo historia daje świadectwo tego, jak kopernicy i galileusze wszystkich czasów i głoszone przez nich tezy, budzili już nie tylko niepokój przed zrzuceniem człowieka i jego rzekomego stwórcy z piedestału, ale i czynny opór. Ta sama historia pokazuje bowiem, że krytyka nigdy nie zwracała się przeciwko podtrzymującym mity szczególnego znaczenia i miejsca człowieka we Wszechświecie. Zawsze skierowana była przeciwko je obalającym.

Zacytuję Sagana:

Bezsensowna absurdalność życia, jak stwierdził Lew Tołstoj, stanowi jedyną niepodważalną wiedzę dostępną człowiekowi. Nasze czasy uginają się pod coraz większym ciężarem kolejnych ciosów zadawanych ludzkiej pysze. Jesteśmy spóźnionymi gośćmi. Mieszkamy w kosmicznym zaścianku. Powstaliśmy z mikrobów i błota. Małpy są naszymi kuzynami. Nie potrafimy w pełni panować nad myślami i uczuciami. Gdzieś we wszechświecie istnieją być może istoty odmienne od nas, przewyższające nas inteligencją. A ukoronowaniem tego wszystkiego jest świadomość, że przekształcamy naszą planetę w piekło, stając się zagrożeniem dla samych siebie. Zapadnia pod naszymi stopami już się otworzyła. Spadamy w bezdenną przepaść. Zagubiliśmy się w wielkich ciemnościach i nie ma nikogo, kto mógłby wysłać ekipę poszukiwawczą. Nic dziwnego, że stając w obliczu tak zatrważającej rzeczywistości, czujemy pokusę, by zamknąć oczy i udawać, że znajdujemy się w bezpiecznym, wygodnym miejscu, a cały ten upadek to tylko zły sen.

Źródło: Carl Sagan, Błękitna Kropka. Człowiek i jego przyszłość w kosmosie, tłum. Marek Krośniak

Czy wiesz, że w odróżnieniu od pojęć dnia, miesiąca, czy też roku, mających związek ze zjawiskami astronomicznymi, pojęcie tygodnia, a także nazwy poszczególnych dni odnoszą się wprost do obserwowanych na nieboskłonie szczególnych ciał niebieskich, którym przypisywano wielkie znaczenie. Na cześć Słońca, Księżyca, Marsa, Merkurego, Jowisza, Wenus i Saturna, nazywano poszczególne dni tygodnia w językach wywodzonych ze starożytnej łaciny. Ale już w odniesieniu do nazw dni w języku angielskim przyjęto - poza dniom poświęconym Słońcu i Księżycowi, terminologię wywodzoną od imion bóstw: Wednesday - od Odyna (Wotana), Thursday - od Thora, czy Friday, od imienia bogini miłości - Freia.

Ale to nie wszystko. Wywodzona w różnych kulturach na różne, choć w istocie podobne sposoby liczba dni tygodnia - stała się liczbą szczególną, magiczną. Utrzymywano, że świat stworzony został w siedem dni. Podobnie jak liczba otworów w głowie uznawana była za całkowicie nieprzypadkową. Jest jeszcze siedem grzechów głównych, siedem cnót, siedem demonów sumeryjskiej mitologii, czy siedem samogłosek w alfabecie greckim - rzecz jasna każda przypisana innemu bóstwu.

Do dzisiaj funkcjonuje także pojęcie siedmiu piekieł. Myślę, że słusznie, bo o ile fakt, iż mój dom rodzinny i dom mojej rodziny mieszcząc się pod numerem siódmym mogę uznać za sympatyczną (szczęśliwą) koincydencję, o tyle jestem w stanie przyjąć, że istnieją różne piekła, z których pierwsze oznacza onanizm sprzętowy. Wszak lepsze od sklepów z elektroniką są sklepy z narzędziami! No dobra - żartowałem. Ale tylko z pojęciem piekła...

Poświęć chwilę i zobacz całe zdjęcie (po ‚dotknięciu’ oryginału współczesną technologią), zamieszczone na stronie NASA.

O czym myślisz? Co czujesz patrząc na tę Błękitną Kropkę?

Ziemia. Drobina, która jest całością. W takim ujęciu widać to wyraźniej. Pomyśl zatem jeszcze, że przemysłowym wyziewom, emitowanym gazom, jest całkowicie obojętne, co sądzą o nich ludzie. A nawet, czy w ogóle myślą. Z naszej ludzkiej perspektywy to akurat wydaje się witalne i istotne, ale cząsteczki nie posiadają inteligencji. Funkcjonują w zgodzie z prawami, które charakteryzują ich naturę. Nic więcej, czy też bardziej, ale też nic mniej. W konsekwencji okazuje się, że nie mogą istnieć jakiekolwiek ‚lokalne problemy ekologiczne’. Bo są to sprawy dotykające Planetę. Tak właśnie działają bowiem gazy cieplarniane zubażające naszą w istocie cieniutką warstwę atmosfery chroniącą nas przed śmiercionośnym promieniowaniem Słońca i innymi kosmicznymi ‚atrakcjami’. One działają w zgodzie z procesami fizycznymi i chemicznymi reakcjami im towarzyszącymi. Nasze ludzkie wymysły, narodowości, granice państwowości, koncepcje, czy ich brak, także religijne fantazmaty - zwyczajnie ich nie dotyczą. W ludzkiej pysze złudnej szczególności naszego gatunku i wyjątkowości miejsca we Wszechświecie - tego hołubienia antropocentryzmu, można stwierdzić, parafrazując słowa piosenki Lecha Janerki, że co najwyżej mają to wszystko ‚głęboko - dokładnie tam’.

Wiedzę, odnośnie niszczącego warstwę ozonową działania freonów i innych gazów, tzw. halogenów oraz ich wpływu na zmiany klimatyczne na Ziemi, uzyskaliśmy dzięki wynikom badań sond kosmicznych. Naszą świadomość w tym zakresie, zawdzięczamy zatem pozornie odległym, całkowicie zbędnym a przynajmniej niezrozumiałym z punktu widzenia wielu (jednostek i całych mas), badaniom chemii drugorzędnych składników górnych wartw atmosfery nie tak zupełnie odległej Wenus. Pierwsze wiarygodne wyniki badań i perspektywy zmian klimatycznych na Ziemi, dotyczące zagrożenia i przyczyn globalnego ocieplenia i jego katastrofalnych skutków, dyskutowane były już za prezydentury Ronalda Reagana. Wiesz kiedy to było? Historia zmian klimatycznych Wenus - przynajmniej na ten moment, jawi się jako nasza ziemska przyszłość. Bez znaczących zmian w obrębie Planety zamieszkałej przez nasz gatunek i miliardy innych - to pewne. Niestety.

Przypomnę: fizyka i chemia działają nie dlatego że myślimy. Nie ma znaczenia co?, po co?, i jak? Nie ma znaczenia, czy jakiemuś politykowi śnieg spadł w ogródku, czy nie i na podstawie tej obserwacji uczyni światu dobro, w postaci otwarcia ust swych... Nie ma znaczenia fakt ‚zawierzania boskiej energii’. Większe, i w istocie jedyne znaczenie ma nasz globalny wysiłek wprowadzenia zmian przeciwdziałających pogłębianiu efektu cieplarnianego. Aż chce mi się przypomnieć nieetyczny w istocie zakład Pascala, którego w przypadku tak fundamentalnej sprawy, jak istnienie życia na Planecie - nie tylko naszego gatunku, ale większości, jakiego znamy, nie chcą przyjąć sympatycy poglądu o ‚globalnej mistyfikacji’, tak zwani ‚sceptycy’, dyskredytujący, podważający, zaprzeczający, ‚interpretujący’ i bagatelizujący fakty.

Od niedawna - patrząc w perspektywie trwania Kosmosu, jesteśmy jednym znanym nam gatunkiem, stanowiącym realne zagrożenie dla swego własnego istnienia, a także będącym w stanie zniszczyć życie na całej Planecie. Człowiek - czy to brzmi dumnie?Antropocentryzm pełną gębą normalnie :(. Szczęśliwie, jesteśmy także zdolni do wydźwignięcia świadomości do poziomu zauważenia tego faktu, identyfikacji zagrożeń i pojęcia przeciwdziałań.

Na tej czarnej liście wykluczających nasze istnienie w przyszłości z pewnością winny pojawić się: paliwa kopalne, freony, zagrożenie masowego użycia broni jądrowej, a także broni biologicznej, czego w mikro skali doświadczamy dzisiaj.

O ile paliwa kopalne (węgiel, ropa i gaz) funkcjonują w świadomości wielu, jako czynniki wpływające nie tylko na krajobraz, ale i klimat Ziemi, podobnie jak w odniesieniu do freonów, których destrukcyjny wpływ dla ziemskiej atmosfery jest nam znany i podjęte zostały już przeciwdziałania, o tyle umieszczenie w tym zestawieniu masowego użycia broni jądrowej może wymagać wyjaśnienia. Chodzi o efekt tzw. zimy jądrowej - zjawiska polegającego na ograniczeniu docierającego do Ziemi światła i skutków tegoż - znaczącego ochłodzenia temperatury (grubo poniżej temperatur arktycznych), powstałego w wyniku globalnego konfliktu z użyciem broni termojądrowej.

Do listy tej należałoby dodać także pozycję, w odniesieniu do której nasz ludzki wpływ pozostaje mało znaczącym - możliwość kolizji planetoid z naszym globem. Bez problemu odnajdujemy miejsca takich kataklizmów w historii Planety. Szczęściem, są to zdarzenia historyczne, w czasie wymykającym się naszej ludzkiej recepcji. Trzeba jednak pamiętać, że każdorazowo wpływały one na możliwość istnienia życia na Planecie, ewentualnie na jego warunki. Warto również wiedzieć, że są one bardzo, bardzo prawdopodobne w przyszłości, jakkolwiek z naszej ludzkiej perspektywy - jednocześnie abstrakcyjnie wręcz odległe.

To już czas, by uświadomić sobie, że niezależnie od wyznawanych poglądów i utrzymywanych wierzeń, naszych ziemskich problemów - niezależnie od przyczyn ich powstania, nie da się już rozwiązać bez pomocy nauki. Wiedza i technologie, wykorzystywane były w naszej gatunkowej historii intencjonalnie przeciwko drugiemu człowiekowi; również mniej lub bardziej świadomie w odniesieniu do Planety, co zauważamy już od jakiegoś czasu. Wydaje się jednakże, że to najwyższy, czy też ostatni czas, by porzucić ten naukowy analfabetyzm. Jutra zwyczajnie może nie być. Możemy też nie zdążyć wyemigrować w Wszechświat. Nawet to - aby mogło zaistnieć, wymaga wiedzy i doświadczeń.

Na dobry koniec i jednocześnie zachętę do refleksji i być może lektury, ostatni cytat z książki Sagana:

Przyjrzyjmy się jeszcze raz tej kropeczce. To nasze miejsce. To nasz dom. To my. Wszyscy, których kochamy, wszyscy, o których kiedykolwiek słyszeliśmy, wszyscy, którzy kiedykolwiek istnieli, żyli właśnie na niej. Oto siedlisko naszych radości i cierpień, tysięcy religii, ideologii i doktryn gospodarczych; każdy łowca i każdy wędrowiec, każdy bohater i każdy tchórz, każdy twórca i każdy niszczyciel cywilizacji, każdy król i każdy wieśniak, każda zakochana para, każdy ojciec i każda matka, każde ufne dziecko, każdy wynalazca i każdy podróżnik, każdy moralista i każdy skorumpowany polityk, każda supergwiazda i każdy najwyższy wódz, każdy święty i każdy grzesznik w dziejach naszego gatunku żyli właśnie tutaj, na tej drobince kurzu zawieszonej w strudze słonecznego światła.

Ziemia to mikroskopijna część ogromnej areny kosmosu. Pomyślcie o rzekach krwi przelanej przez tych wszystkich generałów i cesarzy, którzy w chwili triumfu i chwały stawali się panami jakiegoś fragmentu tej kropki. Pomyślcie o niekończącym się paśmie okrucieństw zadawanych przez mieszkańców jednego zakątka tego piksela niezauważalnym mieszkańcom innego zakątka; jak częste są ich konflikty; jak skorzy są, by się zabijać; jak gwałtowna jest ich nienawiść.

Nasza pyszałkowatość, poddawanie się złudzeniu, że zajmujemy we Wszechświecie jakąś wyróżnioną pozycję, znikają jednak w obliczu tego nikłego światełka. Nasza planeta to tylko samotna plamka w bezmiarze otaczających nas kosmicznych ciemności. Ta jej znikomość w obliczu bezkresnej przestrzeni nie pozostawia żadnej nadziei, że nadejdzie skądś jakaś pomoc, by obronić nas przed nami samymi.

Źródło: Carl Sagan, Błękitna Kropka. Człowiek i jego przyszłość w kosmosie, tłum. Marek Krośniak

Światopogląd
Warto go mieć!

Zdjęcie w nagłówku pochodzi ze strony NASA


{{ message }}

{{ 'Comments are closed.' | trans }}