Świat z perspektywy żonatego mężczyzny,
będącego ojcem czwórki dzieci

Umiar

Umiar

Mówi się, że umiarkowanie jest cnotą. Cnotą kardynalną, czyli stanowiącą jeden z fundamentów w życiu człowieka. Nie przynależną bynajmniej chrześcijaństwu. Już to w odniesieniu do terminologii, ale też i pozycji 'dzierżcy' nie tylko tej konkretnej wartości.

Prawił o niej Sokrates, uznając umiarkowanie za fundament wszystkich cnót. Za jego czasu nie pisano ksiąg. Nawet te, które zawdzięczamy jego uczniowi - Platonowi, spisane są w postaci dialogów.

Platon w swej teorii trójpodziału duszy ludzkiej wyróżnił duszę rozumną, duszę popędliwą oraz duszę pożądliwą. Każdej z nich przypisał to, co określamy mianem cnót. Odpowiednio są to: roztropność, męstwo i umiarkowanie właśnie. Wymienione cnoty, podporządkował Platon sprawiedliwości, jako stanowi płynącemu z harmonii ekspresji życiowej trzech dusz i wynikających z nich cnót.

Do wielkiej trójcy antycznych filozofów, zaliczyć należy także Arystotelesa. Jemu zawdzięczamy pojęcie tzw. złotego środka, oznaczającego równowagę pomiędzy brakiem a nadmiarem.

Myślę, że rozumienie umiarkowania, jako umiejętności korzystania z własnych potencjałów, dóbr otaczającego świata, także i niepoddawanie się instynktowi ponad miarę, to odkrycie powszechne. W każdym razie dostępne każdemu świadomie żyjącemu człowiekowi. To z kolei, tłumaczy powszechność nieumiarkowania wielu. Zbyt wielu. I nie tylko nam współczesnych. No cóż! Dużo częściej żyjemy tak, jak potrafimy, nie tak jak chcielibyśmy. To pierwsze. Po drugie, życie nieświadome pcha człowieka w objęcia cudzych pomysłów na życie przeżywane jako ‚własne’ a będące w istocie realizacją cudzych celów. Boleśnie trafnie i wciąż aktualnie, pisał o tym Marian Jachimowicz w wierszu, który przytaczam we wpisie 'Atypowy'.

Co jeszcze może oznaczać umiar? Jesteśmy ludźmi umiaru? Wreszcie, czy ja sam jestem cnotliwy tym sposobem?

Odniosę się tu do dwóch zeszłorocznych wpisów na blogu. Pierwszym z nich jest ten zatytułowany 'Miara świąt', który z racji swojej aktualności odświeżyłem ostatnio w wersji audio. Drugim zaś 'Pstryczek-elektryczek'. Zerknij proszę na bloga lub odsłuchaj wersji audio, aby lepiej i pełniej odebrać prezentowane teraz treści.

W odniesieniu do minionych świąt, umówiliśmy się z Ukochaną - w sobie i z sobą, że będą to święta bliskości. Ta, moim zdaniem, płynie z obecności. I wszystkiego, co niesie z sobą autentyczność i prawdziwość (bo nie są tym samym) takiego podejścia i stawania się. Udało się. Znowu. I bynajmniej nie dlatego, że pierwszy raz. Było tak... zwyczajnie. Zawsze z chęcią poświęcam czas, energię i siły, pracy na rzecz naszego domu, rodziny. To nie jest kwestia typu 'nie żal mi czasu...'. To wszak wzmocnienie sytuacji niepożądanej - żalu. A dla mnie to esencja wspólnego życia. Piszę o tym, gdyż świąteczny czas generuje nieskończoną w mojej ludzkiej recepcji liczbę zawirowań, emocjonalnych wybuchów. Jednym słowem: wyzwań. Tym większą wagę przykładam do świadomych aktywności na rzecz naszego wspólnego dobra. Dzięki temu, ten czas licznych obowiązków i zadań do wykonania, także wyzwań towarzyskich, był pełen spokoju, radości współtworzenia; był wspólnym przeżywaniem. To takie hygge w wersji Mirosław’iańskiej :)

Jaki ma to związek z umiarem, zapytasz? Ano - bezpośredni. W zeszłym roku zaproponowałem, aby uczynić miarą świąt liczbę wygenerowanych worków ze śmieciami.

Wyjdzie, że przydaję sobie miana influencera, gdy wspomnę, iż przy okazji ostatniego Święta Zmarłych w mediach i publikatorach pojawiały się liczne głosy zgłaszające potrzebę zachowania umiaru w zaśmiecaniu plastikiem miejsc pochówku bliskich. Myślę, że to nie moja ‚sprawka’, a jedynie i aż, wyraz świadomości efektów naszych ludzkich aktywności i płynącej z tych refleksji potrzeby zachowania umiaru właśnie. Przynajmniej u niektórych z nas.

Ja wybieram świadome planowanie świąt, na miarę rzeczywistych potrzeb, w miejsce miary chęci wyrażanej chociażby polską tradycją nieprzejadania zastawionego stołu. W tym szczególnym czasie, głośno jest o miejscach, w których można oddać nadmiar jedzenia, aby się nie zmarnowało. Może to jest działanie w duchu modnego podejścia 'zero waste'. Może strzęp przyzwoitości. Jakkolwiek traktuję wyrzucanie jedzenia za rzecz straszną, a takie interwencyjne działania za potrzebne, myślę jednocześnie, że nie tak powinny zbiórki jedzenia wyglądać. Bo długo przed ‚zero waste’ winien stać umiar, jako podejście skutkujące w tym przypadku przygotowaniem świątecznych potraw na miarę rzeczywistych potrzeb. Chcesz wspierać bliźnich? Kup puszki, coś w zbiorczych opakowaniach, z długim terminem ważności. Ten świąteczny wysyp 'dobrobytu' dla uboższych z nas nie poprawia sytuacji. Człowiek nie jest w stanie najeść się 'na zapas'. Nadmiar szybko psujących się potraw, również się zmarnuje. Tyle, że nie u Ciebie... A działanie takie ma najwięcej wspólnego z 'usypianiem sumienia', odrzucaniem odpowiedzialności (przecież się nie zmarnowało, bo oddałem) i hołubieniem nieumiarkowania.

Nasze swięta dla trzynaściorga osob, zamknęlismy podobnie jak w roku ubiegłym - w dwóch workach śmieci zmieszanych i niepełnym worku żółtym, na tworzywa i metale. Takie sprawy nie muszą być możliwe, wystarczy, że są prawdziwe.

W 'Pstryczku-elektryczku' chwaliłem się poniekąd umiarem w zużyciu energii elektrycznej, jako dobrym zabezpieczeniem przed zubażaniem domowego budżetu. Na podwyżki cen mediów mamy wpływ dwojaki. Pośredni - przez głosowanie na reprezentujących nas i nasze interesy polityków, co zdaje się wychodzić nam marnie. Mamy także i wpływ bezpośredni - wyrażany poziomem kontroli zużycia mediów. To może oznaczać umiar, ale też mniej lub bardziej, aż do całkowitego braku odpowiedzialności za ich wykorzystanie.

W przypadku energii elektrycznej jest to teraz właśnie bardzo dobrze widoczne. W około świątecznym czasie najdłuższych nocy, nasze miasta przyozdabiają nader liczne punkty świetlne. Po to, by czynić 'magię świąt'. Rozejrzyj się w swoim miejscu zamieszkania - czy wszystkie są potrzebne? Czy, gdyby zmniejszyć ich liczbę lub natężenie światła, o - powiedzmy dziesięć procent - ludzie zauważyłby różnicę? A gdyby poszukać na tej umownej skali tego miejsca zmniejszenia 'świetlistości', aby zachować poczucie bezpieczeństwa, komfort i rzeczoną 'magię świąt' jednocześnie? Mam na myśli zmniejszenie poziomu zaśmiecania światłem świata, który nie jest wyłącznie naszym. Również i to, że z naszych pieniędzy jest to finansowane. Nie chodzi mi o rozwiązania ortodoksyjne, drakońskie. Z pewnością w odniesieniu do każdego miejsca i przypadku można znaleźć równowagę. Zachować umiar.

Chociaż, z drugiej strony... to zapewne jest bardziej skomplikowane. Bo, kiedy pomyślę, o formie reklamowania się jednego z krajowych dostawców energii elektrycznej na największym festiwalu sztuki autorów zdjęć filmowych w Polsce - jako 'sponsora', w postaci logo firmy - przestrzennego napisu, wielkiego jak kolejka po masło za komuny i świecącego jak... No, to myślę sobie, że istnieje kategoria przypadków całkowicie zbędnych. W każdym razie - powinna istnieć. Uwierz, że bez tej reklamy, festiwal ten jest równie świetny.

Na zdjęciu do tego wpisu widać okna jednej z nowszych i modnych w moim mieście miejscówek typu bar/restauracja/bistro. A w nich: dwieście dwadzieścia cztery żarówki w lampionach. Nie chcę ferować niesprawiedliwych wyroków - większość energii żarówki emitują w postaci ciepła, nie światła. Może chodzi o ten efekt zimową porą. Ale... mrozu nie ma. Nawet się nie zanosi. A te lampki świeciłyby zapewne dokładnie tak samo w prawdziwie mroźnym czasie. Kwestia umiaru - jak dla mnie, pozostaje wciąż otwartą.

Jest jeszcze jeden powód, dla którego przywołuję treści wzmiankowanego wpisu 'Pstryczek-elektryczek'. Jak co roku dokonałem podsumowania zużycia mediów w naszym domu. Wyszło mi, że każdym przypadku zużycie było mniejsze niż w roku ubiegłym. Sukces?

I teraz będzie ta część, która sprawi, że może porzucisz podejrzewanie mnie o suponowanie swojej... Nie jestem taki znów doskonały. Co nie znaczy, że się nie staram zmieniać na to umowne 'lepsze', które świadomie lokuję w korelacji między innymi z umiarem.

Wzmiankowane media w moim przypadku to energia elektryczna, gaz i woda. Woda zimna, zatem do celów sanitarnych wymagająca podgrzania gazem.

Wziąwszy pod uwagę fakt coraz dłuższych łazienkowych przygód dwojga naszych 'już nastolatków', zużycie wody na niższym poziomie traktuję jako sukces. Serio uważam, że wiek domowników i płynące z tego potrzeby są istotne, oraz że w naszym - wielodzietnych przypadku - mają tendencję wzrostową. Ten wynik - 123m3, ze zużyciem o 13m3 niższym niż w roku ubiegłym uznaję za sukces.

Z prądem podobnie, ale z jednym zastrzeżeniem. Zużyliśmy w naszej sześcioosobowej rodzinie 2976 kWh. Rok temu było ich 3135. To wciąż o 1,5MWh mniej, niż wskazywane przez mojego dostawcę roczne zużycie energii w, cytuję: 'typowej rodzinie'. Mam jednak wrażenie, że na ten 'sukces' zapracowało nie tylko umiarkowanie wyrażane zachętą nie tylko dzieci, ale i siebie do zbytecznego niewłączania i gaszenia niepotrzebnie działających odbiorników energii elektrycznej. Wymiana na nowszą, choć nie nową pralkę i zakup suszarki elektrycznej - oba urządzenia w wysokich klasach energetycznych, z pewnością przyczyniły się do tego wyniku. Stąd mam dla Ciebie pro tip taki, w kontekście niechybnych (wbrew dotychczasowym szumnym zaprzeczeniom i obietnicom) podwyżek cen energii.

Jeśli posiadasz stary sprzęt AGD, rozważ możliwość jego wymiany na nowszy, w wyższej klasie energetycznej. Co ważne - nie musi, a wręcz nie powinien to być tegoroczny hit. Wielu z nas, zapewne w nieumiarkowaniu, wymienia co roku nie tylko telefon, ale też całkowicie sprawne sprzęty AGD właśnie. Nie uwierzysz, jak funkcjonalne modele, w jakim stanie i cenach można znaleźć w odsprzedaży. Zakup taki zawsze wiąże się z wydatkiem. W przypadku 'drugiej ręki' zwykle bez możliwości rozbicia na raty. Policz jednak wszystko. Może okazać się, że w perspektywie kolejnych podwyżek - zapewne nie wierzysz w dżina, niższe zużycie energii i towarzyszących kosztów jej dostarczenia, per saldo może okazać się korzystniejszym dla portfela rozwiązaniem. Atrakcyjnym również, w odniesieniu do mniejszego zużycia zasobów Planety, co też wydaje się znaczącym w tym równaniu. Przynajmniej dla mnie, ale też nie jestem zapewne taki wyjątkowy. Prawda?

Na wynik zużycia gazu - lepszy, bo niższy o 60m3, niż ubiegłoroczny, zapracowaliśmy wszyscy. Ocieplenie klimatu jest na tyle wyraźne, że znaczące nawet w moim domowym budżecie. W zasadzie mógłbym się cieszyć, ale...

Nie pytam, komu bije dzwon... Staram się. Nie staram się umiarkowanie, a o zachowanie umiaru. Pielęgnuję świadomość i odpowiedzialność.

Co z Tobą?


{{ message }}

{{ 'Comments are closed.' | trans }}