Świat z perspektywy żonatego mężczyzny,
będącego ojcem czwórki dzieci

Fraktal

Fraktal

Nie dość ładnie pachnący - żeby nie powiedzieć, że śmierdzący. Liczne zabliźnione rany - jakby po wielu walkach. Może o jedzenie. Może o życie. Przeszło rok spędził w zamkniętym zakładzie. To może zmienić każdego. Może dlatego jest spokojny. Chociaż to może nie spokój a wycofanie? Bez cienia agresji, na pierwszy rzut oka. Na kolejne również.

Dasz takiemu miejsce w swoim domu? Święta idą. Jakoby tradycją jest wystawianie wolnego talerza, dla niespodziewanego gościa. Ciekawe ile w tym tradycji wystawiania, ile zaś goszczenia. Pytam jeszcze raz - dasz takiemu miejsce w swoim domu? Dasz jedzenie? Zaoferujesz ciepło, bezpieczeństwo? Pokochasz?

Tylko jeden gatunek naszej Planety zdolny jest robić takie rzeczy, jak obcięcie ogona. I innych zabiegów upiększających, jak podcięcie uszu. Zbyt długie nogi zdradzają jednak, że to mieszaniec. I nic tego nie zmieni. Może właśnie świadomość tego sprawiła, że pozbawiony godności - uprzedmiotowiony, został porzucony przez człowieka. Przygarnięty do przytułku i zaopiekowany także. Ale umówmy się, że wbrew woli i instynktowi. Bez wyraźnej nadziei na adopcję - jako jeden z około dwóch tysięcy podobnych sobie, mimo, że innych jednocześnie.

Przygarnęliśmy schroniskowego psa.

Dla mnie strasznym było patrzeć, kiedy już wszedł do domu i stał. Stał - to wszystko. Nie węszył nosem nawet. Nie poruszył głową. Po prostu stał. Był też jednak upragniony i wymarzony. Przez dzieci i Ukochaną. Ja sam jestem ‚kociarzem’... Starsze dzieci czekały najdłużej. My czekaliśmy aż wszystkie podrosną na tyle, by pies nie był kolejnym 'dzieckiem' . Również, by w opiece nad nim mogło uczestniczyć wiele serc i rąk.

Przygotowania trwały kilka lat. Od luźnych rozmów, przez czytanie książek nie tylko o psach, jako takich. Przede wszystkim o tym, co oznacza w praktyce odpowiedzialność za psa. Jakoś tak słowo ‚posiadanie’ nie wydaje mi się trafnym określeniem w tej sytuacji. Podobnie zresztą jest w odniesieniu do dzieci - posiadamy je? Daliśmy im życie, tworzymy je po wielokroć i na wszelkie sposoby. Stwarzamy możliwości, uczymy. Sprawujemy bezpośrednią opiekę. ‚Posiadamy’ jest co najwyżej wielce umownym uproszczeniem, jeśli idzie o żywe istoty. Zbyt często jest też nadużywane. Psy nie są wyjątkiem.

‚Zapalić światło, znaczy rzucić cień’. Część konsekwencji każdej adopcji jest do przewidzenia znacząco szybciej. Schemat w odniesieniu do ludzi i zwierząt jest dość podobny. O adopcję starają się zwykle osoby świadome. Owszem - często w potrzebie spełniania siebie w roli rodzica, czy opiekuna (dla zwierzęcia). Osoby takie aktywnie poszukują idealnego dziecka, zwierzaka. Składają też gwarancje możliwości zapewnienia opieki, godnego życia, wychowania w miłości. W odniesieniu do zwierząt w schronisku jest całkiem podobnie. Najchętniej adoptowane są małe dzieci. Ze zwierzętami jest chyba podobnie, przy czym do schronisk trafiają najczęściej osobniki z większym życiowym stażem. Te niepotrzebne już, bo stare i nie szczekające tak głośno jak kiedyś. Ale gębę do miski otwierające... Te ‚zabawki’ dla zbyt wielu nieodpowiedzialnych. Powodów zapewne jest więcej, a sam problem jest oczywiście bardziej złożony.

Nie zawsze jest tak, jak w zakończeniu Shreka - ‚happily ever after’. Życie jest nieszablonowe. Nie niesie pewności, na kogo wyrośnie przygarnięty pies. Pewne są natomiast wydatki płynące z faktu jego posiadania. I tu doświadczyłem zaskoczenia. Z naszym Psem otrzymaliśmy dokumenty poświadczające jego adopcję, wraz z kartoteką medyczną, w której odnotowano szczepienia, kilkukrotne odpchlenie, zabieg kastracji i inne. Adopcja z tego zwierzęcego przytułku odbyła się dla nas prawie bezkosztowo. Za wszystkie wymieniane przed chwilą nie zapłaciliśmy nic. Kosztem była podróż po Psa. No i oczywiście wcześniej uzgodnione zakupy szelek, smyczy, misek i pakietu startowego z żarciem. To o tyle zaskakujące, gdyż adopcja ze Schroniska Miejskiego wiąże się z koniecznością pokrycia wszystkich szczepień, ewentualnej kastracji lub sterylizacji, itp. W drodze darowizny równej poniesionym przez Schronisko kosztom. Tak właśnie jest w placówkach prywatnych - to te pierwsze, i dotowanych z miejskich kas.

Drugim zaskoczeniem była dla mnie informacja o niemożliwości organizowania wolontariatu na rzecz zwierząt przez placówki prywatne. To w odróżnieniu od tych drugich. To tak jakby nie liczyły się potrzeby żywych stworzeń, tylko pieniądze. A wiadomo, że ‚prywaciarze’ to... Od ‚zawsze’ brak tu zmiany - dopowiedz sobie, co trzeba. Ja w każdym razie nie mogę się nadziwić. To trochę tak, jakbym miał nie pomóc drugiemu człowiekowi, bo nie podziela moich poglądów. Może nie ‚niech cierpi, zaraza jedna’, ale ułagodzona forma ‚co mnie obchodzi’.

Wiesz, że w Polsce szacuje się około sto dwadzieścia tysięcy psów w schroniskach? Ta liczba nie może być przeszacowana. Wystarczy udać się do ‚wsi spokojnej, wsi zielonej', żeby zobaczyć, jak w istocie wygląda miłość człowieka do najwierniejszego przyjaciela swego...

Jak dla mnie to przynajmniej sto dwadzieścia tysięcy wyrzutów sumienia. Bo, umówmy się - nad tą sytuacją powinniśmy być w stanie zapanować. Wyobrażasz sobie, że Twój pies, z którym jesteś na spacerze pokryje lub zostanie pokryty? Nie sądzę. Zostają ‚nietrafione prezenty’? Niespełnione lub już niespełniane oczekiwania człowieka? Brrr...

Pies z każdym dniem pobytu w naszym - swoim nowym domu, pięknie się otwiera. Zmienia się niemalże dosłownie w oczach. Staje się ‚bardziej’. Jak dla mnie - wygrał los na loterii życia. A ponieważ nie udowodniono istnienia genu zła, a zdolność do agresji jest naturalnym wyposażeniem znakomitej liczby gatunków zwierząt - nas ludzi nie wyłączając, myślę sobie i mam silną nadzieję, że wrastając w naszą rodzinę będzie się spełniał i oddawał, co dostaje. I bardzo dobrze. Bo jego obecność będzie ubogacać i nas!

Przygotowanie gruntu do adopcji psa trwało na tyle długo, że nie ma jakiegoś specjalnego boom’u wśród dzieci. Może jest tak dlatego, że mentalnie pies był z nami już wcześniej. Że nie ma zaskoczenia w tym, że specyficznie pachnie, że trzeba z nim wychodzić na spacery, sprzątać, co narobi.

Wciąż nie jest ustalone jego miejsce w rodzinnej konstelacji. To z powodu dwóch naszych kotów: Caschmire i Velveta, o którym dość niedawno pisałem na blogu (Panna kot). Jakby nie było psy i koty to przedstawiciele różnych gatunków. I jakkolwiek dotąd nic nie wskazywało, że nie miałyby szans na międzygatunkowe porozumienie, o tyle wspólne życie pod jednym dachem zmusza do wypracowania jakiegoś konsensusu. Póki co, jesteśmy na etapie ciekawości i obwąchiwania z efemerycznym syczeniem i stroszeniem sierści naszych kotów. Pies wygląda na zainteresowanego wspólną zabawą, ale cóż - przyszedł ostatni i nie powinien mieć pretensji, że dotychczasowi ‚władcy domu’ nie ścielą mu się u łap... Sytuacja jest rozwojowa, ale jednocześnie dobrze rokująca.

Nie wszystkim spodobała się nasza decyzja. No bo, jak to - od kiedy wielodzietni mają tak dużo, żeby tak... No właśnie. Trwonić? Zabierać dzieciom? Uwikłani w życie, zależności? Pomaganie nie ma dla mnie uzasadnienia. Bo go nie potrzebuje. To w odróżnieniu od potrzeby uzasadniania nieudzielania pomocy. Od unikania dostrzegania potrzebujących. Wiadomo - ‚świata nie zbawimy’...

Kiedy Majka z Ukochaną opowiadały, co widziały w przytułku, pomyślałem sobie, że ja nie mógłbym nie tylko pracować, ale też przebywać w takim miejscu. Zbyt mocno doświadczam emocji otaczających mnie zwierząt. Nie będąc w stanie pomóc wszystkim - uciekłbym. W wyparcie. Wszystkiego. Aż do utraty człowieczeństwa. Tego boję się najbardziej także w odniesieniu do ludzi, gotujących innym ludziom los podobny. To nasza ludzka historia, która może też być naszą przyszłością...

Przed nami szczególny czas. Nowego razem. Na dobre i wszystko inne. Jeśli zapalenie światła oznacza rzucanie cieni, to może trzeba spróbować trzymać to światło nie pod korcem, a wysoko. Tak, by cienie były najkrótsze. I być konsekwentnym.

Fraktal, piesku - jesteś u siebie!


{{ message }}

{{ 'Comments are closed.' | trans }}