Świat z perspektywy żonatego mężczyzny,
będącego ojcem czwórki dzieci

Opowiesc_wigilijna

Opowieść wigilijna (#)

Długie wieczory służą snuciu opowieści. Szczególny zaś czas - najdłuższej nocy, zasługuje na szczególną opowieść. Mogłaby to być opowieść wigilijna, odnosząca się do wybranych ikon tego czasu. Trudno bowiem przyjąć za typowych przedstawicieli fauny i flory palestyńskiej renifera i iglaste drzewko…

Będzie to zatem najzupełniej świecka opowieść. Być może stanowiąca wyjaśnienie, skąd w naszych teraźniejszych zwyczajach pojawiają się postaci Mikołaja, reniferów, ale też choinki i zawieszone na nich ozdoby, a także prezenty.

Mikołaj, to brodaty człowiek ubrany w czerwony strój przyprószony śniegiem. Zwykle przedstawiany jest jako postać z niewiarygodnie wielkim workiem prezentów. Mikołaj przybywa w najdłuższą noc do domostw. Wchodzi do nich rzecz jasna kominem i rozdaje prezenty. A wszystko przepełnione jest blaskiem światełek. Jest też obraz choinki, przystrojonej w specyficzne ozdoby - muchomorkowe bombki. Nadal mam kilka takich bombek w domu. Może Ty również znajdziesz takie u siebie…

Oczywiście w opowieści wigilijnej nie może zabraknąć 'pierwszej gwiazdki'. I rzeczywiście jest, ale… Ale historia ta, wcale nie zaczyna się zimą…

Wyobraź sobie wielką krainę, w której żyją niedźwiedzie i renifery. Niedźwiedzie to takie duże misie, które ludzi i ich sprawy 'mają gdzieś' i zjadają ludzi dużo częściej niż odwrotnie. Renifery zaś to swoiste bogactwo, pozwalające przetrwać. Już to z powodu możliwości wykorzystania ich siły do ciągnięcia sań. Już to z powodu mięsa i możliwości wykorzystania skór, rogów, ogonów - w tak ubogiej krainie nic się nigdy nie marnuje.

Wyobraź sobie, że dzieje się to na długo przed przybyciem na te tereny Rosjan, którzy przywlekli z sobą wódkę, powodującą występowanie tzw. 'białej gorączki'. Teraz zobacz, że jest środek lata, dni najcieplejsze. I zobacz Mikołaja - chociaż to mało prawdopodobne aby miał tak właśnie na imię. Wyobraź zatem sobie człowieka zbierającego grzyby. Takie z czerwonymi kapeluszami upstrzonymi białymi plamami - amanita muscaria. Człowiek ten zna wartość tych grzybów. Wie też, że nie występują one na całej przestrzeni, którą dzisiaj nazywamy Syberią. Potrzebuje ich bardzo wiele. Dlatego też, żeby ułatwić sobie pracę, chodzi w kole, którego środek stanowi wybrana specjalnie choinka - kół takich i choinek jest rzecz oczywista więcej. To właśnie na ich gałęzie kładzie zebrane grzyby. Żeby schły. Proces ten jest naturalnym odpowiednikiem liofilizacji: grzyby odwadniają się, kurcząc i tracąc gros swojej pierwotnej masy. Zachowują natomiast to, co najcenniejsze - moc transformacji świadomości, powodującej stany odmienne - rozszerzające świadomość, pchając ku doświadczaniu tego, co moglibyśmy nazwać transcendencją, boskością. Dzieje się to za sprawą substancji, którą muchomory zawierają - muscymolu. Mamy zatem choinkę upstrzoną muchomorami.

Poniekąd można się już domyślić, kim jest człowiek mający wiedzę o muchomorowej mocy. Wiedźmin? Pewnie można by powiedzieć i tak. Z pewnością był jednak szamanem…

Wyobraź sobie teraz, że jest zima. Taka zwykła. Pełna śniegu… Poruszanie się po takim terenie jest trudne. No chyba, że użyje się sań zaprzężonych w renifery. Wtedy jest znacznie łatwiej. To kolejna ikona współczesnej kultury. Oddający część grzybom człowiek - ubrany w strój przypominający muchomora, wiezie olbrzymie wory, wypełnione grzybami. Suszone grzyby są na tyle lekkie, że człowiek ten jest w stanie podnieść wór wielki, jak stąd do… świąt, nie przymierzając.

Kiedy Mikołaj (czy, jakoś mu tam było) dojechał już do domostwa, musiał się jakoś dostać do środka. Typowa zabudowa w takim terenie jest niska, często wkopana w ziemię. Łatwo więc zasypuje taką śnieg. I wówczas jedynym drożnym ciągiem pozostaje… Tak, tak! Właśnie komin :)

Kiedy Mikołaj (czy, jak mu tam) dostał się już do środka, zostawiał prezenty. W zasadzie najczęściej dokonywano wymiany. Jak wspomniałem wcześniej, suszone muchomory miały wielką wartość. Zdarzało się wymieniać kilka dużych kapeluszy za dwa renifery. To trochę tak, jakbyśmy my płacili w samochodach, lub przynajmniej w wypełnionych po brzegi lodówkach i zamrażarkach. Albo jakoś tak podobnie :)

Ludzie których było stać na takie ekstrasy, kosztowali muchomorowe kapelusze by rozszerzać świadomość. Zapewne dlatego, długo później, starożytni Grecy nazwali takie substancje słowem 'entheogen' - bóg wewnątrz. W bodajże najbardziej znanych i opisanych po części zastosowaniach - misteriach Eulezyjskich, najprawdopodobniej korzystali ze sporyszu (naukowcy wciąż nie są zgodni, co do tego). W każdym bądź razie, mit o Charonie, opisuje najbardziej typową i najzupełniej powszechną do dzisiaj technikę szamańską - podróży łodzią do 'zaświatów'. Jedyną, aczkolwiek znaczącą różnicę stanowi fakt, że szaman wracał zawsze, a jeśli zabierał w podróż inne osoby i one mogły decydować o swoim powrocie lub pozostaniu w 'zaświatach'. To oznaczało śmierć w 'naszym' świecie. U Greków Charon wracał zawsze sam…

Po zjedzeniu grzybów, ludzie doświadczali mistycznych przeżyć. Świat zmieniał się, ujawniając sacrum ukryte przed profanum codzienności wypełnionej walką o przetrwanie. Było tylko jedno 'ale'… Ale nie wszystkich było stać na takie frykasy. Stąd też, kiedy bogatsi zaspokoili już swoje pragnienia, z czasem chcieli zaspokoić i potrzeby. Również te fizjologiczne… Ci biedniejsi podstawiali miseczki, przechwytując urynę sikających, zapewne pod wiatr (wszak sikanie z wiatrem, to pójście na łatwiznę) 'bogaczy'. Zapewne tak powstało to, co nazywamy dziś urofagią. Pomijając aspekty estetyczne - lub ich brak, miało to sens. Muscymol przetrawiony ale nie zmetabolizowany przez pierwotnego zjadacza muchomorowych kapeluszy, zachowywał się w całości swej mocy. Był całkowicie bezpieczny dla kolejnych konsumentów, a było ich z tego powodu wielu (zapewne również z powodu braku reniferów na 'stanie posiadania'), nie wyłączając pierwszych konsumentów, chcących przedłużyć działanie grzybów.

To trochę, jak perpetuum mobile - muscymol działa w organizmie, ale jest wydalany w całości… Ewentualne skutki uboczne (głownie za sprawą muskaryny), były doświadczane przez pierwszych konsumentów. Dlaczego o tym aż tyle? Ano dlatego, że nie tylko biedniejsi mogli doświadczać dzięki temu transcendencji. Renifery są szczególnie wrażliwe na ludzki mocz po spożyciu muchomorów (w zasadzie, to na ludzki mocz w ogóle). Wyposażone przez naturę w niezwykle czuły węch, potrafią wyniuchać taki 'muscymolowy' afrodyzjak z wielu kilometrów i przybiec w nadziei możliwości jego skosztowania. A wtedy… Wtedy stawały się świętymi zwierzętami. W kulturze syberyjskich ludów, renifer pojawiał się najczęściej jako przewodnik po ' zaświatach'. Stąd też i same zwierzęta, które kosztowały muscymolu w ludzkim moczu, były traktowane szczególnie. Zwierzęcia w takim stanie nie można było przykładowo zabić. Zwykle wtedy pętano reniferom nogi, aby daleko nie odeszły. Ostatecznie ten stan 'nawiedzenia' nie mógł trwać wieczne… Póżniej zaś można już było je zabić lub też pojmać w niewolę.

Dla ludzi spożywających muchomory, renifery stawały się przewodnikami po 'zaświatach'. Przemawiały do nich ludzkim głosem… To oczywiście kolejna świąteczna ikona. Jednocześnie, to również jedno z bardziej typowych doświadczeń po zażyciu substancji zmieniających świadomość człowieka. Mówi się przecież, że w wigilijny wieczór, zwierzęta przemawiają ludzkim głosem. Czyżby… No way! ;)

A! Jeszcze ta 'pierwsza gwiazdka'… Pierwsza? A niby jak to stwierdzić? Wieki temu, kiedy nie było tyle świateł - bo niby skąd, nie było również tylu zanieczyszczeń, które utrudniałyby lub uniemożliwiały obserwację rozgwieżdżonego (jak zwykle) nieba. Gwiazdy były dobrze widoczne. A długie noce sprzyjały obserwacjom, które pozwalały uchwycić fakt, iż jedna z nich się nie obraca - z czego korzystali żeglarze i podróżnicy… Tak zwana 'opowieść wigilijna' dzieje się wszak w szczególnym czasie - czasie kiedy obserwowane na niebie gwiazdy, dotychczas opadające poniżej widnokręgu, 24 grudnia - oczywiście wedle dzisiejszej rachuby, zaczynają się wznosić ponad horyzont. Zupełnie niczym symboliczne zwycięstwo światła nad ciemnością. I całkowicie zgodne z rytmem świata, w którym od tego właśnie momentu - po trzech dniach ciemności - światła, czyli dnia, zaczyna przybywać… Wspomniane trzy dni, również mają swoje uzasadnienie - wszak z 21. na 22. grudnia mamy przesilenie zimowe, którego mądrzy ludzie byli świadomi już wieki temu.

Jakoby, 'prawda wyzwala'. To znaczy, że i ta opowieść może nieść przesłanie. W miejsce 'niewiadomo-skąd-i-dlaczego-zwyczajów', trochę faktów, zwyczajów Koriaków, Czukotów i innych syberyjskich ludów… Materiałów źródłowych jest całkiem sporo - etnografia i zapiski podróżników odwiedzających te tereny (również i Polaków), co ciekawe, do czasu przybycia na te tereny Rosjan, bogate są w takie opisy. Później najcześciej już się o nich nie wspomina. Jakby nigdy nie istniały przytaczane przeze mnie tradycje, a w zasadzie marny ich opis. Jakby nasze świąteczne zwyczaje wynikały wyłącznie z 'estetyki czerwonego na zielonym'…

Dociekliwym, gorąco polecam 'research' i lekturę licznych etnograficznych pozycji. W odniesieniu zaś do ikony blasku świątecznego, ale też i tradycyjnych dróg indukcji odmiennych - rozszerzonych stanów świadomości, polecam lekturę jednego z esejów Aldousa Huxley'a - dostępnego w polskim tłumaczeniu: 'Niebo i piekło'. Huxley, wielki erudyta i jednocześnie znawca sztuki, opisuje w tym dziele (-łku), egzogenne i endogenne sposoby rozszerzania świadomości ludzkiej. Warto przeczytać! Nawet po to, aby się nie zgodzić. Jakkolwiek ciekaw jestem takowego uzasadnienia….

Żeby jednak nie było… Absolutnie nie namawiam nikogo, do spożywania muchomorowych kapeluszy. Według mojej wiedzy, można to przeżyć, ale…. Wątroba jest tylko jedna… Znakomita większość takich działań ma charakter tzw. 'doświadczeń granicznych'. I o ile w przygranicznych strefach zwykle dzieje się najwięcej, o tyle najłatwiej też jest się 'przekręcić'…

Niech wszystko, co napisałem pozostanie 'wigilijną opowieścią'. Jedną z wielu…

Ku przestrodze, polecam lekturę jednego z syberyjskich podań - O Czelkutku i muchomorowych dziewczętach - spisanej przez Jochelsona bajki kamczadalskiej.

(#) Wpis był już publikowany na blogu 22.12.2015 roku. Nie traci jednak nic ze swej aktualności. Dodałem tylko jego wersję audialną, do której wysłuchania gorąco Ciebie zapraszam.


{{ message }}

{{ 'Comments are closed.' | trans }}