Świat z perspektywy żonatego mężczyzny,
będącego ojcem czwórki dzieci

Wtakcienacztery

Zielonym długopisem

Dowiedziałem się całkiem niedawno, że była akcja. Nie jestem pewien jej nazwy, ale było to coś z ‚zielonym długopisem’ w tytule. Z tego, co zrozumiałem, chodziło jakoby o to, by nauczyciele oprócz korzystania z czerwonego długopisu do wskazywania uczniowskich błędów i niedociągnięć, tym zielonym wpisywali w zeszyty, dobre uwagi na temat osiągnięć swoich uczniów.

Słyszałaś, słyszałeś coś o tym? Ciekawe dlaczego? Ja dowiedziałem się o sprawie przypadkiem w rozmowie z Kolegą (pozdrawiam Radku!). Zastanawiam się na ile znaczącą była ta inicjatywa. I czemu służyła w istocie, poza swoimi założonymi celami.

Fakt jej zaistnienia można uznać za znaczący. Odnoszący się do zauważalnej potrzeby wspierania naszych dzieci w szkole. Tej nie naszej. Bo... chociażby opresyjnej. Wobec uczniów. Znaczy się dzieci. Moich. Może i Twoich. Dzieci.

I tu rodzą się we mnie pytania. Czy szkoła pomaga dzieciom odnosić sukcesy? Czy wspiera ich podróż ‚... Ad Astra’? Pomaga pokonywać przeszkody na tej drodze? Dmucha w ognisko ducha, stając się źródłem wielu satysfakcji i przyczynkiem nowych - samodzielnych i zespołowych eksploracji?

No właśnie... Odleciałem czy poleciałem (w kulki) w swobodzie marzącego?
Jest zatem akcja z zielonym długopisem zasadną? Potrzebną?

Jeśli potrzeba wynika z konieczności, to jest również świadectwem naszego edukacyjnego i rodzicielskiego zagubienia. Gdzieś, kiedyś zgubiliśmy sens wspierania rozwoju naszych dzieci. Zamieniliśmy go na system spełniania norm i oczekiwań. Każdy człowiek rodzi się unikalny, a wydaje się, że szkoły kończą w większości równie nijacy, co mierni ludzie... Czy rzeczywiście musi tak być?

Badania gimnazjalistów (wykonane przez PISA) pokazały, że polscy uczniowie tych już nieistniejących szkół, obok uzyskania bardzo dobrych wyników czują się przemęczeni, zaś szkołę odbierają jako niewspierająca ich wysiłków i miejsce wielu frustracji. Kontynuacja deformacji systemu edukacyjnego nie służy nikomu, może poza autorom tejże i wszystkim wspierającym. Z pewnością sukcesu tego nie podzielają zaharowani i przemęczeni uczniowie i ich rodzice. Zapaści w systemie dopełnia sytuacja nauczycieli - bezpośrednich wykonawców powinności edukacyjnych.

Wspierasz dziecko, czy represyjny system szkolny? Dostrzegasz w dziecku tylko wady, niedociągnięcia i niespełnienia swych oczekiwań? Może zgubiłaś/zgubiłeś swoją własną miarę i korzystasz z tej ‚szkolnej’?

Myślę, że na początek wszyscy potrzebujemy zielonych długopisów. Nie wierzysz? I bardzo dobrze! Zwyczajnie sprawdź to. No, jak to ‚jak?’. Najprościej jak można - wypisz na kartce ‚dobre słowa’ o swoim dziecku. I zrób to następnego dnia. I w kolejnych... I zacznij mówić tym ‚zielonym językiem’ do swojego dziecka. Możesz mu to również napisać. Jak chcesz...

I zobacz, co się stanie!

Jeśli dalej się wachasz - przypomnę zamieszczoną na blogu historię sprzed dwóch lat. Prawdziwą, jakkolwiek czerwonym długopisem w meritum napisaną.

W takcie ‚na cztery’ | wpis archiwalny z 23 listopada 2017 roku
Koń, jaki jest - powszechnie wiadomo. A w odniesieniu do lubości mej tańczonej wiadomo - co niektórym wprawdzie, ale zawsze, że lubię zaszaleć. A coby nudno nie było, zwykle taktu się nie trzymam. Ot, frywolność taka... Zapewne nasza Pierworodna odziedziczyła coś z tego po mnie.

W zeszycie od polskiego Majki, pośród historii nie mniej niesamowitych niż byki i błędy, znalazłem nauczycielskiego pióra wpis taki:

Majeczko, piszesz bardzo ciekawe prace i często ozdabiasz je ciekawymi ilustracjami. Wiem, że czasem brakuje ci już sił na odrobienie zadania domowego - to się zdarza każdemu. Pamiętaj jednak, by każde takie zadanie uzupełnić, ponieważ wszystkie prace domowe mają nas czegoś nauczyć lub pomóc coś wyćwiczyć. Podobnie jest z notatkami z lekcji - gdy zabraknie Ci czasu na zajęciach, pożycz zeszyt od którejś koleżanki. W wolnej chwili przeczytaj w domu to, co napisałaś na lekcji. Pozwoli to na usunięcie błędów wynikających z pośpiechu.

Bardzo taktowna nauka - prawdaż? W tym konkretnym przypadku ‚na cztery’. W tradycyjnej szkole sztywnej formy, prawdopodobnie byłaby ‚na dwa’. I zapewne podobnie jak taktowanie ‚na dwa’ zabija we mnie radość tańca, tak w Majce zabiłoby to radość tworzenia. A tak - bez ‚t’, tym razem?

Jak dla mnie, komunikat Pani Nauczycielki jest zachwycający. Nie wiem, co Majka z tym zrobi. Nawet się nie zająknęła w tej sprawie - notatkę w zeszycie odkryłem przypadkowo... Mi chciałoby się ‚tańczyć bardziej’. Byłbym skłonny uporządkować nieuczesanie i przystopować z ‚treścią’, skupiając się nad formą. Niestety wiem też, że nie trwałoby to zbyt długo. Głupio zatem wymagać od dziecka tego samego, zamiast je rozumieć. Wszak lepiej mieć relacje niźli racje...

Wierzę, że nieuczesaniu można nadać styl i charakter. Trzymam kciuki za Majkę. Taktownej Nauczycielce ukłony ślę!

To jak będzie?
Kolor nie jest najważniejszy...


{{ message }}

{{ 'Comments are closed.' | trans }}