Świat z perspektywy żonatego mężczyzny,
będącego ojcem czwórki dzieci

Niekumam

NIe kumam

Mówi się, że ,żaby kumają od razu'. Zdecydowanie nie pasuję do tego towarzystwa.

Wszystko z powodu mojego uczestnictwa w przedszkolnych przedstawieniach dla rodziców, organizowanych z okazji Dnia Mamy i Taty. I budzi to we mnie emocje nie mniejsze, niż te związane z wyborami do europejskiego parlamentu.

Co zobaczyłem w czasie wzmiankowanych wydarzeń?
Pięknie ubrane dzieci i równie eleganckich rodziców. To oczywiście nie jest żaden problem. Ten ujawnił się, kiedy rozpoczął się występ.

Po czym poznać, że dzieci nie czują się komfortowo w takich sytuacjach? W tym roku królowało 'gryzienie palców’. Oczywiście nie zabrakło akcji pt. ,zadzieram kiecę', czyli zasłaniania się podnoszoną do góry sukienką, spódniczką, lub - w przypadku chłopców - koszulą lub koszulką (jako elementami stroju scenicznego).

W efekcie, wiem już, jakiego koloru kokardki mają majtki części dziewczynek. Wiem, że to brzmi słabo. Straszniej jednak jest później, kiedy zrozpaczony tym rodzic usiłuje zwrócić dziecku uwagę na ten fakt. Zawstydzenie dzieci jest w tym momencie tak wielkie, że gotowe są zasłonić tą sukienką/koszulką twarz. Oczywiście odsłaniając jeszcze więcej. Wszystko po to, by schować się, ukryć.

O pocieraniu oczu - załzawionych lub zwyczajnie zapłakanych, strojeniu min, wierceniu się, nie ma nawet co wspominać. To wszak stały punkt takich programów...

Dzieci w wieku przedszkolnym bardzo często cechują wady wymowy. Znacząca ich część ma swoją etiologię w ciele np. poprzez niewłaściwie uformowany tor oddychania, wpływający na budowę i funkcjonowanie aparatu mowy. Przyczyn rzecz jasna jest więcej. Ważne jest jednak to, że niezależnie od powodów ich występowania, wystawianie dzieci obarczonych tego typu przypadłościami i deficytami (nawet jeśli temporalnymi, wynikającymi z naturalnych etapów rozwoju), jest zwyczajnie straszne. Patrzenie na jąkające się, zatykające przed mikrofonem dzieci nie należy do milych. Nie zmienia tu mocno sprawy fakt, że rodzice ,potrafią znaleźć się' w sytuacji i zawsze gorąco oklaskują wszystkie występy. Ciekawe, jakby się sami czuli w podobnej sytuacji, słysząc najbardziej ciepły śmiech z sali?

Grymasy na twarzach dzieci - może nie wszystkich, ale wielu - a jeden taki grymas, to o jeden za dużo, dla mnie są znamieniem przeżywanych przez nie katuszy. Moim zdaniem dzieci robią takie rzeczy wbrew sobie. Są zmuszane do obnażania słabości. Zachowują się nienaturalnie. Często wyglądają też na zagubione. Czasem ‚wyłączają się' z akcji. Tak to odbieram.

Chciałbym żeby rodzice popatrzyli na tego typu wydarzenia z perspektywy dzieci. Dla nich, zapewne nie będzie problemem zrobienie czegoś dla ukochanej mamy. Jest jednak przepaść między robieniem czegokolwiek, gdy się tego chce i kiedy jest się do tego zmuszonym. Czy jako rodzic, przyjmujesz perspektywę dziecka?

I wiesz co? To nie jest tak, że sytuacja jest patowa, czy bez wyjścia. Wręcz przeciwnie!

Wyobraź sobie elegancko ubrane dzieci i rodziców. Wyobraź sobie, że z okazji Dnia Mamy i Taty przychodzisz do przedszkola na... koncert. W śpiewającej grupie - dzieci w wieku przedszkolnym lubią taką aktywność, śpiewają wszyscy. Nie widać osób z wadami wymowy. Nie słychać tych 'śpiewających ciszej'. Lub inaczej… Ci odważniejsi zapewne będą sami pchać się do przodu grupy. I śpiewać głośnej. A grupa śpiewając i tak ’nakręci' energię do kolejnych piosenek. Z werwą, biglem, uśmiechem… I wszyscy mogą być spełnieni, zadowoleni. Syci i usatysfakcjonowani.

Wrażenia artystyczne? O niebo lepsze! Sens całego przedsięwzięcia? W końcu zaistniały, wreszcie spełniony.

Wyobraź sobie także to, co najważniejsze: dumne i szczęśliwe dziecko. “Moje ukochane!”

Zastanawiałem się nad przyczyną/źródłem tego problemu. Tradycje? Czyjeś ambicje? Wizje spektakularności, sukcesów? Może rodziców? Zapewne, ale z pewnością nie wszystkich. Nauczycielek? One wypełniają polecenia… Może zatem winny jest bezduszny system? Nie! System ma zawsze ludzką twarz swego twórcy, kogoś decyzyjnego. Nie wiem… Dla mnie, to objaw bezduszności w imię czegoś-tam. Może, jako pokłosie bycia samemu złamanym doszczętnie w podobny sposób w dzieciństwie? Nawet to jednak nie jest według mnie usprawiedliwieniem. Polska norma wychowawcza - wersja przedszkolna :(

Wyjścia są dwa: znowu 'kopać się z koniem' lub odpuścić i zająć się własnym dzieckiem. I tylko kiedy zobaczysz samemu to, co ja i poczujesz podobnie, okaże się, że w istocie jest tylko jedno wyjście.

Ale… przecież nikomu nic się nie stało. Dzieci zrobiły świetny występ i dobrze się bawiły. Rodzice nasycili oczy i przybrali w dumie. Nikt nie miał żadnych uwag. No, może poza peanami…

I tylko ja wymyśliłem sobie samemu problem, którego nie było.
Nic nie kumam…
Może jestem niekumaty…

{{ message }}

{{ 'Comments are closed.' | trans }}

Blog w wersji audio dostępny w:

Spreaker Spotify Podcasts YouTube