Świat z perspektywy żonatego mężczyzny,
będącego ojcem czwórki dzieci

Konwersja

Konwersja

Kieruję się w życiu zasadą, którą polecam też innym - ufaj, ale nie wierz. Tym razem jest podobnie. Zaufaj, że to o czym dzisiaj opowiem jest ważne. Jednocześnie absolutne nie wierz mi - sprawdź to! Przepracuj! Przemyśl! Nie mam potrzeby bycia autorytetem. Przekraczanie zaś poziomu bezrefleksyjnej recepcji świata, traktuję jako punkt wyjścia w drodze budowania własnego człowieczeństwa. Jest tak, jak w przytaczanej przeze mnie metaforze mapy i terytorium (autorstwa Alfreda Korzybskego) - jedyną mapą zdolną oddać złożoność terytorium - jest ono samo. Opis i historia, które przed Tobą, są wyłącznie mapą, pewnym odwzorowaniem rzeczywistości. W mojej własnej intencji tekst ten jest wyłącznie zaproszeniem do samodzielnej eksploracji terytorium. Z wystawieniem na szwank własnych pragnień, oczekiwań, ale też postaw i wierzeń.

Poszedłem na wystawę 'The Cleaner | Do Czysta’ do Centrum Sztuki Współczesnej Znaki Czasu. Wystawa jest podobno równie kontrowersyjna, co jej autorka - Marina Abramović.

„Wierzę, że przyszłość sztuki nie jest związaną z obiektami, ale z tym, co zachodzi pomiędzy artystą i publicznością." M. Abramović

Narysuję zatem swoją mapę, która być może ma się nijak do terytorium. Być może jedynym widomym efektem jej zaistnienia będzie podjęcie przez Ciebie decyzji o samodzielnym zmierzeniu się - lub nie, z treściami prezentowanymi na tej wystawie. Powstanie wówczas kolejna mapa…

Bez wątpienia Marina jest osobą nietuzinkową. Komu bowiem - i po co - przyszłoby do głowy odtworzyć istotę słynnego stanfordzkiego eksperymentu więziennego? Anonimowość połączona z możliwością przedmiotowego traktowania człowieka skutkowała w nim radykalną zmianą zachowań części badanych, polegającą na dopuszczaniu się okrucieństw wobec innych ludzi. W przypadku Mariny było tak, że w czasie jednego z performensów położyła na stole 'siedemdziesiąt dwa przedmioty do zadawania przyjemności i bólu' i tkwiąc nieruchomo - jak przedmiot, będąc bierną niczym przedmiot w rękach i umysłach widzów, sprowokowała ich do interakcji. Te, początkowo proste i bardzo konwencjonalne (przytulenie, wlanie jej wina do gardła), z czasem zaczęły stawać się coraz śmielsze. Marina była przenoszona i ustawiana jak przedmiot. Była malowana. Ktoś obciął jej włosy. Inny ktoś, rozciął skórę na szyi i zamoczył w wypływającej z rany krwi usta. Jeszcze inny ktoś, rozebrał ją. Jedyny na stole nabój, ktoś umieścił w pistolecie i włożywszy do ręki przystawił z palcem na cynglu artystce do głowy…

Kiedy performens został przerwany, Marina zaczęła 'zaglądać w oczy' ludziom, którzy przed chwilą jeszcze traktowali ją jak przedmiot. Bo mogli. Wedle zapisów tego wydarzenia - wszyscy szybko opuścili wystawę. Później zaś pojawiły się telefony z tłumaczeniami, że 'nie byłem sobą'… Zwierzę tkwi w każdym z nas. Łatwo całkiem wywabić je na powierzchnię. I nie ma tu znaczenia pochodzenie czy wykształcenie. Historia naszego gatunku wydaje się być zapisem prób przekraczania 'gada w nas'. Pełną plam okrucieństw na tle etnicznym, religijnym i politycznym…

To doświadczenie pokazuje, jak płytko - pod powierzchnią, mamy w sobie gada. (Mój tekst o tym powstał kilka lat temu, bez związku z wystawą.) Myślisz, że zwracanie na to uwagi w taki sposób, jest kontrowersyjne? No cóż! Niektórzy upatrują znaków w spaleniu się katedry Notre Dame, ignorując jednocześnie znaki świadczące o skrajnie dewastacyjnym wpływie człowieka na klimat panujący na nie naszej Planecie. Jak myślisz, co się będzie działo, kiedy przestrzeń i możliwości zdobywania/produkcji pożywienia zostaną ograniczone? Najbardziej apokaliptyczne wizje prezentowane w literaturze i filmie (sztuce generalnie) są ledwie lichą mapą nadchodzącej przyszłości… Nie czuję potrzeby sprawdzania tego, doświadczania.

Ten opis - jeszcze jedną nieudolną w stosunku do złożoności terytorium mapę, popełniłem nie w celu spojlerowania, czy recenzowania wystawy i prac Mariny. Ufaj, ale nie wierz!

Dla mnie, wystawa ta opowiada w istocie historię przemian świadomości. Pierwsze działania Mariny na tym polu, dotyczą performansów, w których dokonywała budzenia odmiennych stanów świadomości poprzez deprywacje w ciele. I tu przypomniało mi się 'Niebo i piekło’ - tekst popełniony przez Aldousa Huxley'a w 1956 roku, czyli już po wydaniu 'Drzwi percepcji'. Jako znawca sztuki, już po wzmiankowanym wcześniej opisie meskalinowego doświadczenia, któremu się poddał, dokonał dość syntetycznego opisu - jako wyrazu nowego zrozumienia - charakterystycznych form przejawiania się w sztuce boskości i doświadczenia ludzkiego upadku. Oczywiście odsyłam Cię do tekstu źródłowego - z nadzieją, że go przeczytasz. Wspominam o nim, bowiem Huxley wskazuje w nim, iż we wszystkich kulturach, wszystkich czasach i geograficznych miejscach ludzie mają możliwość dostąpienia doświadczeń wizyjnych w oparciu o właściwości naszych ciał. Jak pisał “droga do nadświadomości prowadzi przez podświadomość, zaś droga, a przynajmniej jedna z dróg do podświadomości wiedzie poprzez chemię pojedynczej komórki”. Człowiekowi znanych jest wiele sposobów indukowania rozszerzonych stanów świadomości, dla innych świadomości mistycznej, doświadczenia boskości. Można tego dokonać poprzez ruch (np. taniec Derwiszy) lub bezruch (np. przez bycie zakopanym w ziemi); poprzez hiperwentylację wymuszoną krzykiem, śpiewem, mantrowaniem. Również poprzez szok histaminowy, któremu towarzyszy wydzielanie adrenaliny, wywołany np. biczowaniem lub innym okaleczeniem ciała (np. wcięcie żyletką pęcioramiennej gwiazdy na skórze). Albo poprzez deprywację niedopuszczenia do zaśnięcia (popularna w historii nie tyko prymitywnych kultur i narodów tortura - tfu! technika wydobywcza). Takich sposobów jest znacznie więcej. Wiele z nich odnajdziesz w performansach Mariny.

A propos przeżywanych niedawno przez wielu świąt, Huxley pisał tak:

“Rozważając rzecz od strony witamin, każda średniowieczna zima była długą, wymuszoną głodówką, a po tej wymuszonej głodówce następowała, podczas Wielkiego Postu, czterdziestodniowa, dobrowolna abstynencja. Wielki Tydzień zastawał wiernego wspaniale przygotowanym, rozważając rzecz od strony chemii ciała, na niezwykłe podniety smutku i radości, na okresowe wyrzuty sumienia i identyfikację z wstającym z grobu Chrystusem. W tym czasie najwyższej ekscytacji religijnej i najmniejszej podaży witamin, ekstazy i wizje były czymś powszechnym. Wystarczyło jedynie czekać.”

W moich oczach - właśnie to robiła początkowo Marina. Indukowała sobie stany rozszerzonej świadomości w performansach, oglądanych przeze mnie w różnych postaciach na wystawie. Z czasem, te zaczęły subtelnieć w formie. Przynajmniej tak może to wydawać się patrzącemu z zewnątrz. Wydawać dlatego, że wedle samej Mariny "siedzenie bez ruchu jest trudniejsze niż jakikolwiek performans, który do tej pory zrobiłam."

Jeśli spodziewałaś/spodziewałeś się szoku, to powinieneś/powinnaś doznać go właśnie teraz. Bezruch najtrudniejszym wyzwaniem dla performerki nie lękającej się zranień, uduszenia, nawet zagrożenia utraty życia? Sprawdź to! Bezruch, oczywiście. Ja tak robiłem wielokrotnie już wcześniej.

Centrum jest fajną przestrzenią do organizowania takich przedsięwziąć. Daje dużo możliwości aranżacji, co wzmacnia odbiór prezentowanych treści. Jeden z performensów Mariny - na jej wyraźne życzenie, jest możliwy do przeżycia w czasie pobytu w budynku. Jest tu bowiem takie wydzielone miejsce, gdzie można usiąść na przeciwko nieznanej osoby. Bez rozpraszaczy - telefonu, zegarka, itp. W wygłuszających słuchawkach. Za to patrząc w oczy drugiej osobie.

Marina twierdzi, że „poprzez bycie w teraźniejszości zatrzymujesz czas. Wszystko obraca się wokół tu i teraz”. Przed laty proponowałam wykonanie tego samego ćwiczenia swoim studentom. Robiliśmy je także z Ukochaną. Podobnie jak Marina i jej partner Ulay. Polecam i Tobie to doświadczenie. Ma ono wiele warstw i głębi, które - jeśli tylko się odważysz, można przekraczać. Podpowiem od razu, że ćwiczenie ma koniec - jakkolwiek zaskakujący z perspektywy pędzącego umysłu. Jest bezpieczne.

Ten moment trwania w bezruchu i patrzenia, przyglądania się, jest charakterystyczny dla różnych etapów twórczości Mariny. Ostatni z elementów wystawy jest właśnie fragmentem zapisu z kilkumiesięcznego performensu z MOMA w Nowym Jorku, który jakoby przysporzył jej niebywałej sławy.

Chcąc powiedzieć więcej o tym ćwiczeniu, czy raczej praktyce, wspomnę o osobie Roberto Assagiolego, który do zachodniej nauki (psychologii transpersonalnej) i kultury 'przyniósł' hinduską praktykę 'medytacji świadka'. Wspominany przeze mnie na blogu Ken Wilber - w książce 'Śmiertelni nieśmiertelni" (tak! Przeczytanie jej również gorąco Tobie polecam), opisywał ją tak:

„Mam ciało, ale nie jestem ciałem. Widzę i czuję swoje ciało, a to, co można zobaczyć i poczuć, nie jest prawdziwym Widzącym. Moje ciało może być zmęczone albo pobudzone, chore albo zdrowe, ciężkie albo lekkie, niespokojne albo spokojne, ale nie ma to nic wspólnego z moim wewnętrznym Ja, ze Świadkiem. Mam ciało, ale nie jestem ciałem.
Mam pragnienia, ale nie jestem pragnieniami. Znam swoje pragnienia, a to, co może być znane, nie jest prawdziwym Wiedzącym. Pragnienia przychodzą i odchodzą, przepływają przez moją świadomość, ale nie mają wpływu na moje wewnętrzne Ja, na Świadka. Mam pragnienia, ale nie jestem pragnieniami.
Mam uczucia, ale nie jestem uczuciami. Odczuwam swoje uczucia, a to, co można odczuć, nie jest prawdziwym Czującym. Uczucia przepływają przeze mnie, ale nie mają wpływu na moje wewnętrzne Ja, na Świadka. Mam uczucia, ale nie jestem uczuciami.
Mam myśli, ale nie jestem myślami. Widzę i znam swoje myśli, a to, co może być znane, nie jest prawdziwym Wiedzącym. Myśli przychodzą do mnie i myśli mnie opuszczają, ale nie mają wpływu na moje wewnętrzne Ja, na Świadka. Mam myśli, ale nie jestem myślami.
Potem afirmuj tak silnie jak potrafisz: Jestem tym, co zostaje, czystym centrum świadomości, nieporuszonym Świadkiem wszystkich tych myśli, uczuć, emocji i odczuć.”

W zapisach performansów Mariny, także utrwalonych jej własnych komentarzach i opisach, uwagę moją zwrócił ten, w którym wykonując to ćwiczenie ze swoim ówczesnym partnerem życiowym i artystycznym - Ulayem, ten zaczął rozpływać się "aż do niebieskiej plamy".

Jak wspomniałem, dla mnie cała wystawa jest zapisem starań jednostki w zakresie budzenia i konwersji świadomości do jej najwyższej formy, w języku angielskim nazywanej onennes, świadomości niedualnej. Dla mnie samego, to największe i jedyne prawdziwe pragnienie, które warto zrealizować.

Marina sporo podróżowała po świecie. W Centrum prezentowana jest mapa, którą dla zobrazowania tego sama stworzyła w tym miejscu, na potrzeby tej konkretnej wystawy. Podróżowała nie w potocznym rozumieniu ciekawości świata. Prezentowane na wystawie zapiski, zdjęcia, plany i spostrzeżenia, pokazują, że były to jej poszukiwania zrozumienia, i sposobów dochodzenia doń.

Stąd zdjęcia i relacje spotkań z szamanami różnych kultur. Stąd też wyróżnienie odmienności pierwiastków żeńskiego i męskiego na drodze do osiągania stanu niedualności. Performanse, jak ten z Ulayem, mnichem tybetańskim i aborygeńskim szamanem - prezentowane na jednym ze zdjęć, są wyłącznie zewnętrznym przejawem jedności, jaka dokonuje się w procesie wewnątrz człowieka.

Podobała mi się także historia performensu Mariny z Ulayem polegającego na przejściu przez nich Wielkiego Muru Chińskiego z jego krańców, aż do spotkania. W czasie zwiedzania wystawy trafiłem na ten właśnie moment w projekcji, a dopiero potem usłyszałam historię towarzyszącą temu wydarzeniu.

W zamyśle twórców, miało ono doprowadzić ich do spotkania, pieczętującego Ich związek. Miało ono być takim symbolicznym zejściem się do bycia razem. Okazało się to trudne do wykonania z powodu ograniczeń władz Chińskich. Wyszło bowiem na jaw, że dotychczas nie odnotowano przypadku, aby Mur Chiński został przemierzony przez jednego człowieka. Pierwszym, oczywiście - musiał być Chińczyk… Zanim to się stało - nawet w Chinach znalezienie odpowiedniej osoby nie było łatwe, i zanim człowiek ów przeszedł Mur i fakt ten wybrzmiał w narodowej i światowej prasie, minęło tyle lat, że drogi życiowe obojga artystów rozeszły się. Wykonali jednak zamierzony wcześniej plan - przeszli Mur Chiński do spotkania, które było ich ostatnim.

Toruńskiej wystawie towarzyszą prezentacje reperformerów Mariny. W czasie mojej wizyty, jeden z nich 'Uwalnianie pamięci' wykonywała tancerka i choreografka Joanna Nadrowska. Z Mariną łączy ją z pewnością fakt poszukiwania pierwotnych źródeł kultury poprzez rytualne tańce. Zupełnie, jak wspominana przeze mnie niedawno na blogu Maya Deren. W każdym razie podobnie - z utrzymaniem ducha i oddaniem istoty, sensu.

Ten motyw etnograficzny pojawia się kilkukrotnie na wystawie. W wydzielonej sali można przykładowo zobaczyć projekcje kilku rytuałów funkcjonujących jeszcze w ubiegłym stuleciu wśród serbskich chłopek i chłopów. To tu pojawia się dyskutowana przez wielu w negatywnych kontekstach nagość. Kopulacja z ziemią, aby ta zapłodniona przynosiła plony, pozwalała trwać? Dla jednych to przejaw wyuzdania. Dla innych element kultury ludzkiej. U Bronisława Malinowskiego przechodziło to jakoś łatwiej. W przypadku autorki tych prac jest tak, jak w powiedzeniu o mędrcu, wskazującym księżyc. I głupcach widzących ledwie koniec palca…

Dla Mariny, formą działania w świecie jest robienie performensów. Przez niektórych widzianych i ocenianych wyłącznie poprzez powierzchnię ich przejawień. Jednak ich istota jest dostępna dla otwartych, dla znajdujących. Bo ostateczną konwersją ludzkich dążeń, zrozumienia, jest świadomość. Niedualny stan pojawiający się wraz z oczyszczeniem - pozbywaniem się złudzeń i masek; staniu w prawdzie niczym w symbolicznej nagości ciała.

Żyję ze świadomością, że znakomita większość z nas boi się utraty tego, co wydaje się nas konstytuować i wyznaczać pozycję w społeczeństwie. Boimy się prawd o sobie. Uwolnienia, które budzi demony. Tyle, że żeby prawdziwie wznieść się do umownego 'wyżej', trzeba ogarnąć, objąć i przekroczyć wszystkie demony, wszystko to, co 'przed', ‚niżej'. Większość nie słyszy tego wołania. Bo wymaga to ciszy, bezruchu. Bycia tu i teraz.
A ty? Słyszysz ten głos? Odważysz się podążyć za nim?

Wszystko 'więcej’ i wszystko 'inaczej’ pozostawiam Tobie. Wystawa The Cleaner | Do czysta Mariny Abramović, na którą warto wybrać się nie raz, dostępna będzie w toruńskim Centrum Sztuki Współczesnej do 11 sierpnia.


Autorką zdjęcia jest Ewa Zientarska :)

{{ message }}

{{ 'Comments are closed.' | trans }}

Blog w wersji audio dostępny w:

Spreaker Spotify Podcasts YouTube