Świat z perspektywy żonatego mężczyzny,
będącego ojcem czwórki dzieci

Tepadzida

Tępa dzida

Z dziećmi jest tak: na pierwsze dziecko czeka się najdłużej, bo 'całe życie'. Jest ono sumą wszystkich lęków i wątpliwości. Jednocześnie też największego ładunku oczekiwań, upragnienia. My, mężczyźni, pewnie boimy się bardziej. Utraty wolności. Tych wszystkich zmian w życiu, dotychczas tak ‚bezpiecznym’ i ułożonym. Tych, które przeczuwany, z całą ich nieuchronnością. Boimy się także... konkurencji. Straty miejsca i pozycji w zawiązku, w momencie narodzin dziecka. Nie jest tak, że kobiety się nie lękają, lecz ich/nasze emocje i obawy są inne. Czy dziecko będzie zdrowe? Czy będzie dobrze wyglądać w tych ciuszkach...? Tak, czy siak - pojawia są dziecko. Świat się zmienia.

Na drugie dziecko czeka się inaczej. I z pewnością krócej. Rozpoznanie bojem - wszak trudno nauczyć się rodzicielskich kompetencji zawczasu, przy pierwszym dziecku sprawia, że o kolejnym łatwiej jest myśleć. Łatwiej jest szacować wysiłki, liczyć nieprzespane, nieobecne, oddane, opuszczone i zapomniane. Z drugiej zaś strony, wiedza, że poradzę sobie - zwyczajne buduje. Nie każdy płacz dziecka oznacza dramat. Drugie dziecko uczy zorganizowania. To co wydawało się ugrzęźnięciem przy pierwszym, przy drugim nie urasta już do rangi problemu. Wystarczy się zorganizować. Da się żyć...

Trzecie dziecko? Śmiejesz się z problemów tych z 'dwójką'. Bo ‚jazda' jest dopiero teraz. Dopiero teraz brak jest czasu. Zastanawiasz się, jak wcześniej mogłeś narzekać. Śmiejesz się w głos. Jeśli masz czas. I siłę...

I wtedy na świecie pojawia się czwarte dziecko. Bo w trójce, zawsze dwoje stanie przeciw jednemu. Nawet jeśli pary będą się zmieniać. W czwórce jest łatwiej. Zwłaszcza, gdy młodsze dzieci dzieli kilka lat od starszych... Mogą bawić się razem. Rozumieją siebie. Starsi, początkowo zachwyceni rodzeństwem, dojrzewając szybciej, stracą dla nich cierpliwość i serce. Gnani porywami młodości odkryją, że świat przed nimi jest atrakcyjniejszy od siostrzano-braterskich tradycji. I nie, że przez zamach albo inną rewolucję się to stanie. Ot, ciężar zainteresowań, towarzyskich wyzwań i spełnień wyniesie ich ze świata dziecięcych zabaw i imaginacji.

I możesz obudzić się w wiosenny, niedzielny poranek. Taki, pełen przytulania z dziećmi, zabaw leniwych i o niczym. Wciąż jednak dających poczucie więzi i bliskości.

Obudzisz się jednak nie wtedy, kiedy otworzysz oczy, lecz kiedy zorientujesz się, że przytulasz są z tymi młodszymi. I dobrze byłoby, gdyby Pierwsze Dziecko zajęte było tym ‚światem przed’. Bo jeśli dostrzeże brak siebie samego w tych radosnych igraszkach, może wrócić do niego cały ten ciężar ‚przecierającego szlak'; mozół wyrywania dla siebie tego, co ci młodsi dostaną tak po postu... I nie usłyszy Twojego głosu, w którym zarzekniesz się, że było i jest pierwsze pośród rodzeństwa. Że najdłużej mało Ciebie dla siebie...

Ten żal kumuluje się w ciszy. I tyko czasem wybucha pełnym emocji głosem. Głosem dziecka, na które czekałeś / czekałaś całe życie.

Zapomniał, który pierworodnym był!
Tak więc, kiedy już się obudzisz, możesz pomyśleć, jak ja: tępa dzida...

Ważne jednak, by się obudzić!


Autorką zdjęcia na blogu i w Spreaker.com jest Karolina Kuś :)

{{ message }}

{{ 'Comments are closed.' | trans }}

Blog w wersji audio dostępny w:

Spreaker Spotify Podcasts YouTube