Świat z perspektywy żonatego mężczyzny,
będącego ojcem czwórki dzieci

Odswieta

Od święta

Poprzedni wpis miał przygotować grunt. Bo problem, który poruszę, bez takiego wprowadzenia, nakreślenia kontekstu, mógłby zostać niezrozumiałym lub źle zrozumianym.

Realizacja potencjałów i działanie w wysokich - możliwie najwyższych rejestrach człowieczeństwa, wymaga zaistnienia specyficznych warunków. Tak, jak sytemu łatwiej niż głodnemu jest tworzyć poezje, tak uwolnienie się od konieczności zapewniania bezpieczeństwa, służy rozwijaniu talentów i potencjałów jednostek, sięganiu ku gwiazdom poprzez rozwój nauki.

Po czym poznać, że gad w nas jest aktywny - nie śpi? Jak w piosence o 'starym niedźwiedziu' - po tym, że chce nas ‚zjeść’, że zionie agresją i - co charakterystyczne dla ludzi - nienawiścią do odmienności. Oczywiście na zimno, jak na gada przystało. Zawsze na zimno. Z pełnym wyrachowaniem.

Gad jest terytorialistą. Nastawiony jest na prymat i dominację. Stąd jego naturą jest walka i eliminacja wszystkich potencjalnych zagrożeń realizowana poprzez zwalczanie konkurentów. Stąd zapewne polityczne nie tylko przedwyborcze umizgi i bezpardonowe niszczenie konkurencji łączone z pozorami jowialności - takiego przystrajania się w cudze piórka - działania w imię dobra ogólnego i szlachetnych celów.

Gad w człowieku znaczy teren w bardzo wąskich wymiarach patriotyzmu i religii. Wtedy, gdy w świetle fleszy i kamer mówi o 'oczyszczaniu wspólnoty narodowej’. Gdy pośród religijnych pieśni wskazuje prawdziwych Polaków. Gdy narodowość odbija się w faszystowskich symbolach. I śmieje z krzywdy żyjących jeszcze pamiętających te wydarzenia.

Rywalizacja o pokarm sprawia, że gad w purpurze nie na policzkach, wyprze się własnego zła. Nawet wtedy gdy krzywdzi bezbronnych. Wszak działa zawsze na zimno i z wyrachowaniem. Bo słabość wystawia na ryzyko mierzenia się z konkurentami. Do pokarmu. Będzie zatem bronił swego do końca.

Historia naszego gatunku wskazuje jednak, że potrafimy zawrzeć i przekroczyć gada w nas. Najlepszym dowodem jest sam fakt naszego istnienia. W narastającej złożoności relacji, w których my ludzie uczestniczymy - uwzględniając przyrost naturalny, fakt naszego istnienia świadczy, że potrafiliśmy częściej wybierać dobro, większe dobro lub relatywnie lepsze rozwiązania od złych i niszczących.

To zaś było i jest możliwe dzięki temu, że aktywując ośrodki w pofałdowanej korze nowej, byliśmy w stanie uczyć się. Stworzyliśmy kulturę wiedzy przekraczającą prostotę doświadczenia zmysłowego. Przydawszy jej niedogmatycznego charakteru - otwartości na kolejne zmiany i dopuszczenie rewizji stanu aktualnego, stworzyliśmy mechanizm chroniący nas samych przed... nami samymi.

Bo każdy rodzący się człowiek, niezależnie od czasu, miejsca i kultury, wchodząc w społeczną rzeczywistość musi przejść przez wszystkie etapy rozwojowe, poczynając od najprostszych. Musi zawrzeć i przekroczyć je, by dogonić swoją ‚teraźniejszość’. Tylko wtedy może próbować ją przekraczać.

Najlepszym narzędziem, jakim dysponujemy w tej mierze jest edukacja. Od jej poziomu, zakresu, otwartości lub zamknięcia na różne tematy, obszary, zależy rozwój tak poszczególnych jednostek, jak i społeczeństw. Edukacja wyraża się w systemie szkolnictwa na wszystkich poziomach i szczeblach.

Inkluzywność i ekskluzywność szkoły zależy od jej właściciela. Bo każda szkoła ma swojego właściciela. Ten realizuje swoje cele; buduje podwaliny przyszłego społeczeństwa wedle własnych oczekiwań.

W tym kontekście, aktualna krytyka polskiego systemu edukacji nabiera nowego znaczenia. Można też rzec: jaki właściciel - taka szkoła.

Jest super? Jest przyszłościowo? A czy może być tak w małym kraju bez znaczących zasobów naturalnych, w którym stawia się na węgiel (w znakomitej większości nie ‚nasz’), odtwórczość, religijny dogmatyzm i historyczną propagandę?

Refleksyjnych poświąt!

{{ message }}

{{ 'Comments are closed.' | trans }}

Blog w wersji audio dostępny w:

Spreaker Spotify Podcasts YouTube