Świat z perspektywy żonatego mężczyzny,
będącego ojcem czwórki dzieci

Anatomia-lypacza

Anatomia Łypacza

Łypacz jaki jest - każdy widzi, parafrazując hasło pierwszej polskiej encyklopedii, poczynione przez Benedykta Chmielowskiego w odniesieniu do konia.

Łypacz jest jednym ze stworzeń przygodowej gry video - Subnautica, polegającej na eksploracji oceanów planety 4546B i jednoczesnej walce o przetrwanie, pośród przedziwnych i nie zawsze sympatycznych stworów tu żyjących.

Do wczoraj nie miałem pojęcia o istnieniu Łypacza. Wiem za to jak wygląda koń. Niedługo to może nie być wcale takie oczywiste. Powszechność obecności koni w życiu polskiej szlachty legła w podstaw lakoniczności opisu Chmielowskiego. Może się jednak okazać, że już wkrótce dzieci mogą bardziej znać się na faunie fantastycznej niż rodzimej - ziemskiej. Podobno już młodzi Brytyjczycy na pytanie o to, skąd się bierze mleko, odpowiadali biorąc udział w badaniu, że... z supermarketu. Krowy powoli stają się zbędne...

Zatem, by sprawdzić jaz daleko (lub blisko) jesteśmy od tego zatracenia, wystarczy zapytać o Łypacza, Łopatnicę, Źreniczaka, czy chociażby zwykłego Magmarangę dzisiejsze dzieci. Odważysz się?

Piszę jednak z innego powodu. W pewnej szkole, w pewnym mieście, pewien chłopiec miał przygotować gazetkę szkolną prezentującą jego pasję.

Pewnie mu się spodobało to zadanie, bo podszedł do niego z dużą pewnością siebie. A że formuła zadania dopuszczała współpracę z innymi uczniami, umówił się z podobnym sobie eksploratorem Subnautic’i. Młodzi wykazali się profesjonalnym podejściem do sprawy - dobrym jedzeniem, niedobrymi napojami i... eksploracją Planety 4546B. Oczywiście do wejścia w nastrój, w celu szukania właściwej inspiracji, niezbędnej do należytego wykonania tego zadania.

Skończyło się jak zwykle. Nie starczyło czasu na negocjacje i każdy z chłopców zrobił swoją wersję gazetki. To 'jak zwykle' odnosi się do porzekadła: 'trzech Polaków - cztery zdania’. Poszło o to, że tylko jeden z chłopców umie mówić obrazami, co zbytnio frustrowało drugiego z nich. To raczej rzadki dar, móc swobodnie operując słowami, opowiadać historie jednocześnie rysując je.

Anatomialypacza2

Pamiętasz zapewne - jeśli żyjesz dostatecznie długo, Profesora Zina. Piszę z wielkiej litery, gdyż dla mnie samego przez długi czas Wiktor Zin miał na imię Profesor. W każdym razie tak był przedstawiany w telewizji, kiedy to porzucając zabawy wszelkie - nawet najlepszymi drewnianymi meczami lub innym patykami, pędziłem z wypiekami przed telewizor. By dać się ponieść. Uwieść magii obrazów powstających w chwil kilka, dla których słowo było ledwie dodatkiem.

Czy narodził się nam nowy 'Profesor Zin'? Jeśli tak, to nie tylko nowy, ale i lepszy. Bo idę o zakład - stawiając dolary przeciwko orzechom, że w całym znanym nam Wszechświecie, jest pewne tylko jeden chłopiec, któremu przyszło do głowy, nie tylko szybko i pięknie narysować wszystkie wymieniane wcześniej stwory. Chłopiec - jako pierwszy i jedyny przedstawił anatomię Łypacza. Ha!

Ta zupełnie nowa jakość jest jednocześnie znamieniem geniuszu. Znam tego chłopca osobiście. I dokładnie tak o nim myślę - to geniusz. Nie tylko z powodu jego umiejętności w zakresie sztuki. Oceniam tak wysoko jego zdolności w zakresie analizowania i syntezowania. Nie z nam dorosłych ludzi tak kompetentnych, włączając w to również samego siebie. Młody 'rozwala system’.

Piszę o tym dlatego, że w szkole Chłopiec jest 'nierozpoznany'. Nawet w zakresie plastyki. Aktualnie jego oceny z tego przedmiotu nie dociągają nawet do 'czwórki.' Twórca pracy o konio-gorylach ma także kłopoty na innych przedmiotach. To nic, że już jako sześciolatek, miał swoją pierwszą wystawę w toruńskiej Galerii Twórczości Dziecka. Z pewnością każdy nauczyciel plastyki miał ich dziesiątki...

Nie trzeba wiele wysiłku, by uwierzyć w prawdziwość tych słów. Z pewnością ciężko jest w szkole dzieciom, które samodzielnie i krytycznie myślą zamiast powtarzać, tworzą zamiast kopiować. Ciężko też i szkole takiego człowieka zamknąć w formie - uformować. Stąd zapewne tyle interakcji, dowodzących niespełniania przezeń oczekiwań systemu.

Dzieci takie muszą walczyć o siebie. Ze szkołą, z nauczycielami. Również z kolegami osiągającymi sukcesy, bo zgodnymi z wymaganiami systemu.

To, co najgorsze w tej historii, to fakt, że Chłopiec nie zdobywa szczytów nieprawdopodobieństwa, nie rozwija talentów, nie buduje kreatywnych kompetencji. Nie wzrasta. Zdaje się marnieć, kurczyć i blednąć. Mam nadzieję, że uda się Mu przetrwać, ten systemowy zamach na indywidualizm, tożsamość i unikalność uzdolnień. Do tego bowiem sprowadza się moim zdaniem, jego aktualna obecność w szkole.

A co z talentami moich dzieci? Płomień? Żar ledwie? Czy wspomnienie tylko?


Zdjęcia stworów z Subanutic’i i całej gazetki publikuję za zgodą i wiedzą Chłopca i jego Mamy.

Google Plus
{{ message }}

{{ 'Comments are closed.' | trans }}