Świat z perspektywy żonatego mężczyzny,
będącego ojcem czwórki dzieci

Marcowa-dziewczyna-w-styczniu

Marcowa Dziewczyna w styczniu

Zoja ma niespełna pięć lat, ale to jest ten czas, w którym świat wciąż jest zaproszeniem do przygody, w której spełniają się marzenia.
Jednym z nich była dla Zoi jazda na nartach. W zasadzie, to nawet bardziej ich posiadanie. W każdym razie, tak to wyartykułowała, a my (rodzice) dopowiedzieliśmy sobie resztę. No, i stało się!

Nie będzie pewnie zaskoczeniem, jeśli zdradzę, że kupiliśmy używane narty. Kupiliśmy je w ‚posezonowej wyprzedaży rzeczy już zbytecznych’. Czyli od rodziców dziecka, które z nart i butów, właśnie wyrosło.

Zojcia dostała swój narciarski zestaw, jako prezent od ukochanego Dziadka. Jedynym mankamentem tego był fakt, że otrzymała go na swoje czwarte urodziny. Poważna to sprawa, bo nie tylko ze słusznego wieku wynikająca. Zoja jest Marcową Dziewczyną. I jako czterolatka wystawiła siebie na niebywałe wyzwanie - oczekiwanie na możliwość skonsumowania swojego prezentu niemalże cały rok. Przy zachowaniu proporcji wieku, ja musiałbym czekać na to ponad dwanaście lat...

Ale nasza Zojcia to szczęściara. Nie tylko z faktu spełniających się marzeń. W tym roku nasze województwo zaczyna ferie bardzo szybko - jeszcze w styczniu. Zawsze to miesiąc oczekiwania mniej.

Kompletowanie sprzętu na rodzinny wyjazd na narty, był dla Zojki okazją do przećwiczenia „na sucho" swojego własnego. Ubieranie butów, samodzielne mocowanie nart - również ich odpinanie - opanowała do perfekcji.

Jestem pełen podziwu dla jej zaparcia, konsekwencji i wypracowanych efektów. I tej cudownie przeżywanej radości dziecka-które-się-spełnia, tej niezłomnej gotowości do stawienia czoła trudom nauki nowego, które jest w oczach Zojki pasmem czekających na nią sukcesów. Nawet, jeśli z odrobiną wsparcia rodzicielskiego. Lub instruktorskiego...

Chce się żyć!

Jeszcze tylko dwa dni...

Google Plus
{{ message }}

{{ 'Comments are closed.' | trans }}