Świat z perspektywy żonatego mężczyzny,
będącego ojcem czwórki dzieci

Świeta 2018

święta, gdzieś

Święta - TE święta szczególnie, są według mnie świętami obłudy. Niejednej (obłudy). I wielu (obłudników). Chyba nigdy więcej w ciagu całego roku nie da się słyszeć tylu obłudnych, co i fałszywych w treści lub intencji życzeń spełnień dla drugiego człowieka. Czasem życzenia stanowią zawoalowane mniej lub bardziej wywyższanie i gloryfikację tego, co bliskie retorom. Czasem przeciwnie - poniżenie bliźniego, nie rozumiejącego należycie, nie dość...
Pomijam wyjaśnienie obłudy przykrycia tradycji i zwyczajów, bazujących na wiedzy wytworzonej przez naszych antecesorów, całunem monoteizmu i absurdów w jednym.

Święta rozczarowania - tak również można je nazwać. Bo w świecie rozpasanego konsumpcjonizmu dóbr materialnych, przedmioty tracą na wartości. W rozszerzającej się spirali oczekiwań, ciężko jest odnaleźć sytość z nimi związaną. A nienasycenie może budzić nie tylko rozczarowanie...
Pisząc o tym, mam również w pamięci wzmiankowane wcześniej na blogu 'psucie’ dzieci obdarowywanych podarkami przy każdej okazji. Nie chcę współzawodniczyć z całym światem. Nie ma powodu aby tak było. Przynajmniej, dopóki nasze dzieci są takie nieroszczeniowe jeszcze. Jakkolwiek indukowanie tego neurotyzmu trwa... Kiedy przegram?

I jeszcze ten ‚znak czasów’ - potrzeba wyłączenia się, zamknięcia czy odizolowania się od świata. Oczywiście moja subiektywna ocena może być mylna. Mam jednak wrażenie, że dokładnie o tym marzy w tym czasie wielu. Zapewne z różnych powodów. Żeby nikt się nie wtrącał... Albo, żeby spowolnić jeśli nie świat wokół, to chociaż swoją teraźniejszość. Żeby przeżywać, a nie tylko przeżyć. A może tak zwyczajnie - odpocząć? Jestem taki niewyjątkowy.

Myślę też, że jako społeczeństwo nie jesteśmy jeszcze dość zatomizowani aby uruchomić procesy budowania molekuł wspólnot opartych o niepowierzchowne i pozaformalne relacje. Ale ten moment się zbliża.

Sam, czuję się lepszym na co dzień, niż w święta. Łatwiej jest mi robić ‚dobrą robotę’ na co dzień niż w jakimkolwiek świątecznym napięciu. Ale też im dłużej o tym myślę, przekonuję się, że to, co dla niektórych (wielu?) wiąże się ze świętem, u nas w domu zdaje się być codziennością.

Co się nie zmieni w tym czasie świątecznym? Ciepło i bliskość okazywane tak po prostu. W małych gestach, w prostych słowach. Bez spiny, za to w odruchu doświadczanej wdzięczności. Nie zniknie wyrozumiałość między nami. Tej uczymy się wszyscy i nieustająco. Poprzez stosowanie... I nawet, jeśli czasem jawi się mi wyrozumiałość niczym samotna wyspa na morzu wzburzonych emocji, to kiedy mgła opada - ta z serca i zacietrzewionych niekiedy oczu, dostrzegam piękno i bogactwo krajobrazu efemerycznej 'takości' nas wszystkich. I wracam z rozbujanego morza racji na spokojny i stabilny kontynent relacji. I jeszcze raz. I jeszcze... I znowu...

Pracy przybędzie trochę. Chociaż zamienimy w istocie tylko jedne działania na inne. I uczynimy świętem również dekorowanie wspólne choinki. A, jeszcze i to - wyłączymy pralkę...

Siądziemy do stołu z uśmiechem i troskami, które nas tworzą. Zmieścimy się tu z bagażem doświadczeń. Prawdziwi za to, nie tylko autentyczni. Wspomnimy tych przed nami, ukołyszemy dobrym słowem.

Zamiast życzeń, powiemy sobie patrząc w oczy i serca o dobrych rzeczach, które w sobie dostrzegamy. Istnieje wszak ryzyko, że życzenia mogą być odebrane jako brak życzonego życzonemu... Dobro zaś w nim dostrzegane, z pewnością nie tylko uskrzydla. Może sprzyjać budowaniu niezafałszowanej wewnętrznej wartości. Zwłasza gdy na powierzchnię, słowa takie mogą przywoływać głębie, zakamarki, stryszki i zamknięte na co dzień przed światem szuflady nas samych.

Łzy, śmiech i głośne śpiewanie. Razem, takie w zabawie i przytulaniu. W zwyczajnym czytaniu książek. Może tym razem więcej dla siebie. Z młodzieńczym muzykowaniem, już bez odrabiania lekcji. Ze smakowaniem.Z rozmowami. Bez pośpiechu. Bo i dokąd? Może z gośćmi. Może w gościnie. Zawsze z uśmiechem. I jakkolwiek w świątecznej, to wciąż w codzienności. Niewiele w istocie różniącej się od wczoraj i jutra.

Takich świąt się nie obawiam. Takie rozumiem. Takie lubię. I takich świąt życzę i Tobie! Nie moich, czy wedle mej miary. Twoich! Prawdziwych i dobrych!

I jeszcze coś:
Wszystkiego!
Kochający i kochani. Wszyscy bez wyjątku.
Nie na święta, czy z ich okazji...
Tak zwyczajnie: na każdy dzień.





Tymczasem... wczoraj (kilka dni temu od publikacji) spadł śnieg! Taki puchaty, czysty. Rzuciliśmy wszystko i chmarą, w piątkę dzieci, pojechaliśmy na śniegową górkę. Kto jechał, ten jechał - ja ciągnąłem saneczki... Było jednak warto, po wielokroć! Zdążyliśmy przed tym przeistoczeniem w breję cieplarnianej rzeczywistości.
I tak sobie pomyślałem, że najprostszym dowodem na to, że telewizja kłamie jest fakt pokazywania w niej śniegu właśnie... Fajnie jest nie posiadać telewizora i telewizji. Nie, żebym Ciebie do tego namawiał... Ale łatwiej jest wówczas skorzystać z okazji :)

Autorką zdjęcia jest Karolina Kuś

Google Plus
{{ message }}

{{ 'Comments are closed.' | trans }}