Świat z perspektywy żonatego mężczyzny,
będącego ojcem czwórki dzieci

Minusszescplustrzy

MInus sześć, plus trzy

Dość rzadko zdarza się, żebym opuszczał dom bez Rodziny. Ale zdarza się. l mam wówczas komfort płynący ze świadomości, że Ukochana nad wszystkim zapanuje. Mogę oddawać się szkoleniom i konferowaniu, cieszyć innością ‚świata poza'.
I czuję są z tym dobrze, bo Ukochana wie, że ma we mnie partnera. Bo i Jej samej 'zdarza się'.

Tak jest i teraz. Zostały jeszcze cztery, z ośmiu dni naszej rodzinnnej rozłąki. Taki czas, wyciąga na powierzchnię, ku świadomości, różne sprawy. Pęd życia w naszym domu jest ogromny. Przy czworgu dzieci jest co robić. Bo to nie cztery, a cztery! (silnia), o których pisałem nie raz.

W rodzicielsko-temporalnej samotności patrzę z radością na samodzielność naszych dzieci. Nie tylko tych starszych, jeżdżących autobusami do szkoły i domu. Dostrzegam wartość każdego odłożonego kubeczka, czy talerzyka, każdej odłożonej na miejsce książki, pościelonego łózka. Nie, żeby zawsze 'w punkt' - nauka wciąż trwa. Ale każde z tych zdarzeń oznacza kilka ruchów mniej do wykonania dla mnie. I dobrze, bo od logistyki nie da się uciec przy takiej gromadzie i różnorodności podejść, potrzeb i chęci.

Jak najprościej zagospodarować czwórkę dzieci w weekend? U nas, to dość proste - wystarczy zaprosić jeszcze dwójkę... Mieszkanie nie jest z gumy. Trzeszczy w szwach od zabaw i pomysłów. Wystarczy Jednak jakaś rama, kilka reguł, umowa. Jeszcze tylko parę inspiracji do aktywności. Jak dla mnie: samograj. Nawet jeśli odrobinę sterowany. Dorośli również mają wsparcie. Ciocia, ta od Dzieci. Klocia, jak mówią nasze, a Ona zawsze się wówczas uśmiecha. A w rewanżu, tata-wujek. Bo trzeba czasem iść do pracy również w weekend. Oddaję, co dostałem. Albo już oddałem... Nikt tego nie liczy. Wspieramy się na różne sposoby. To rzeczywiście buduje i pozwala zachować komfort. A wdzięczność jest obecnością pośród dzieci. Tych pięknych i genialnych. I choć czasem nieco krnąbrnych, to wciąż kwitnących spełnieniem.

Ten idylliczny obraz ma jednak i rysy. Rysy emocji, które ukoić może jedynie Mama. Bo wszystko działa jak należy, ale kiedy zadzwoni Mama i można z nią porozmawiać, zobaczyć się, ale już nie dotknąć, nie przytulić - to emocje dzieci wybuchają niczym noworoczne fajerwerki. Wielkie radości i ogrom rozpaczy rozstania. Wszystko to, czego kochając najmocniej i najpiękniej - nie mogę dać. Żongluję tym kontaktem oszczędnie. Za dużo min. Nie chcę fałszywych nut w rodzinnym chórze codzienności. Wieczorne zaś rytuały bez zmian - z czytaniem, przytulaniem i cichym trzymaniem za rękę. I tylko uściski jakby mocniejsze.

Tęsknota przychodzi w nocy. Z tupaniem stóp. Tych większych i mniejszych. Tak, jak i dzisiaj. Za oknem minus sześć, a w łóżku plus trzy.

Słodkie niewyspanie...

Google Plus
{{ message }}

{{ 'Comments are closed.' | trans }}