Świat z perspektywy żonatego mężczyzny,
będącego ojcem czwórki dzieci

‚Delikatne wzmocnienie negatywne’

'Delikatne wzmocnienie negatywne'

Właśnie przekonałem się, że istnieje swoista rekurencja w odniesieniu do funkcjonowania państwowej placówki opiekuńczo-wychowawczej. W uproszczeniu polega ona na tym, że placówka taka - jeśli zwrócić się do niej z uwagą dotyczącą metod pracy w niej stosowanych, z prośbą o rozpatrzenie ich poprawności względem aktualnego stanu wiedzy psychologicznej i pedagogicznej w poszerzonym gronie specjalistów - odwołuje się do... samej siebie.

Odpowiedź jaką uzyskałem na zadane pytanie zawiera całą masę nieprawidłowości. Smutne, że podpisana jest przez formalnie wykształconą osobę, pełniącą odpowiedzialną funkcję dyrektora placówki. Dlaczego?

Bo w swoim piśmie nie oczekiwałem wyjaśnień od osób, których metody działań stanowiły przyczynek do wystosowania mojego listu do dyrektora placówki. Powód jest dość oczywisty - nie tylko w potoczności, ale i w prawie stoi, że nie można być sędzią we własnej sprawie - Nemo iudex in causa sua. To nie jest etyczne i nie budzi zaufania. Rozumiem, że przykład idzie z góry, ale myślę sobie, że nawet w tak ciężkich czasach warto mieć klasę i brać dobry przykład, a nie jakikolwiek. Warto też stosować dobre praktyki.

A ten mentorski ton, w którym zostałem poinformowany o moim rodzicielskim prawie „zgłaszania wątpliwości i uwag oraz zadawania pytań w różnych kwestiach” (pisownia oryginalna), z którego co zdążyłem właśnie skorzystać? To równie zbyteczne, co niegrzeczne. Powiedzenie ‚pycha kroczy przed upadkiem’ - jak dla mnie pasuje jak ulał do tej patologii.

No i to odesłanie do konsultowania sprawy z osobami, których poczynania były przyczynkiem do podjęcia mojego działania... Rekurencja z tautologią (tłumaczenie tłumaczonego tłumaczonym w potocznym ujęciu). Znaczy się - porażka.

Na skróty: w placówce wymyślono wprowadzenie działania wychowawczego opartego w istocie o system kar i nagród. Zwrócenie uwagi na ten fakt, wywołało ostatecznie wielkie poruszenie wśród części pracowników placówki. Co ciekawe, pomysł ten poparła na forum rodziców jedna z obecnych mam. Pracownik referujący temat zarzekał się, że doskonale rozumie różnice między pojęciami konsekwencji i kary. Różnicy jednak nie wskazał...

Szczegóły doczytasz we wpisie Homar, Homer - co za różnica. Zrób to, proszę!

W odpowiedzi na zgłoszoną przeze mnie kwestię, otrzymałem elaborat traktujący o pracy z dziećmi zanurzonej w duchu najczystszego z czystych behawioryzmu, z wyraźnym akcentem warunkowania sprawczego Burrhusa Skinnera.
Opracowany przez rzeczonego system opierał się na modelu ‚bodziec-reakcja’. Autor wprowadził do systemu czynnik karzący i wzmacniający, oznaczający bodźce, które odpowiednio do znaczeń zmniejszały lub zwiększały prawdopodobieństwo pojawienia się określonej reakcji w odniesieniu do ‚ogrywanego’ tą metodą zachowania.

Za Wikipedią (hasło: Burrhus Federic Skinner) przytaczam, co następuje:

Cztery podstawowe konsekwencje warunkowania sprawczego:

  1.  Wzmocnienie pozytywne – polega na podaniu bodźca apetytywnego po danym zachowaniu, co zwiększa prawdopodobieństwo jego ponownego wystąpienia. Potocznie nazywane jest nagrodą.
  2.  Wzmocnienie negatywne – polega na usunięciu bodźca awersyjnego po danym zachowaniu.
  3.  Karanie pozytywne – polega na podaniu bodźca awersyjnego po danym zachowaniu, co zmniejsza prawdopodobieństwo jego ponownego wystąpienia.
  4.  Karanie negatywne – polega na odebraniu bodźca apetytywnego po danym zachowaniu.

Dlaczego o tym piszę? Ano, dlatego, że (cytuję, pisownia oryginalna): „Tablica motywacyjna miała na celu ukształtowanie pożądanych zachowań dzieci w różnych obszarach. Zaproponowana na zebraniu forma kształtowania zachowań pożądanych polegała na tym, że dzieci miały zostać wzmocnione pozytywnie już na początku dnia w wybranym obszarze np. dotyczącym podnoszenia ręki podczas zgłoszenia chęci wypowiedzi podczas zajęć edukacyjnych. W przypadku kilkukrotnego złamania tej zasady , dzieci miałyby ponieść konsekwencję niewłaściwego zachowania w postaci zdjęcia z tablicy znaczka odpowiedniego dla tego obszaru. Wyciągnięcie konsekwencji niewłaściwego zachowania byłoby oczywiście poprzedzone ustaleniem konkretnych zasad w danym obszarze, a także uświadomieniem ich łamania w postaci spojrzenia, mimiki, gestu, słowa; w zależności od wrażliwości emocjonalnej dzieci. Konsekwencja oczywiście byłaby w tym przypadku delikatnym wzmocnieniem negatywnym, które jest również metodą stosowaną w pedagogice w procesie wychowawczym.”

Początkowo chciałem dokonać podkreśleń, ale zamazałbym cały akapit... Bardzo chciałbym poznać źródło tego sformułowania ‚delikatne wzmocnienie negatywne’.

W dalszej części pisma do mnie, dowiedziałem się, że placówka stosuje odpowiedzialność zbiorową, wynikającą z miesięcznej diagnozy, która wykazała - cytuję: „niepożądane zachowania (...) u kilkorga dzieci we wszystkich obszarach”. Gdybym miał wskazać jedną cechę charakteryzującą polską edukację - byłoby to właśnie takie jak i w tym przypadku 'uśrednianie przez równanie w dół’. Dramat i porażka w jednym. Nas wszystkich.

Przypisano mi także argumentum ad personam, powstały na bazie zarzutu, który jakoby wyraziłem w stosunku do jednej z osób referujących ten pomysł wychowawczy zarzucając jej, cytuję: „brak umiejętności rozróżniania pojęć kara - konsekwencja” (pisownia oryginalna). Zabierając głos w tej sprawie, czy to na forum (zebraniu rodziców), czy to w rozmowie z pracownikami placówki, podkreślałem, że chodzi mi wyłącznie o zaproponowaną metodę. W tej samej rozmowie - w gronie specjalistów, w obecności świadka - skomplementowałem pracę tej osoby (wskazując uśmiech dziecka, jako uznanie dla jej pracy), ale co tam... Jak to szło? Uderz w stół...

Zostałem poinformowany ponadto, że w pracy z dziećmi w tej placówce uwzględniono ‚moje uwagi’. Cytuję: „... a mianowicie, że dzieci będą otrzymywały znaczki „emotikony” jako wzmocnienie pozytywne nie na początku dnia, tylko w momencie wystąpienia pożądanego zachowania.” (Pisownia oryginalna).

Informuję wszem i wobec, że nie podzielam zachwytu dla zaproponowanego modelu kształtowania zachowań u dzieci. Nie tylko w tej placówce, ale wszędzie i zawsze!

Bo nie jest dobry. Przeciwnie - jest zły! Ma fatalne konotacje i buduje fasadowość a nie rzeczywistą zmianę. Twierdzę, że opiera się na przemocy - nieuświadamianej najczęściej przez dzieci i rzadko dostrzeganej przez rodziców. Przemocy psychicznej i symbolicznej. Zdarza się także, że w tym nurcie podejmowane są 'środki wychowawcze' w postaci karania dzieci klapsem. Lub regularnym laniem.
Cała ta historia jest kuriozalna i nie powinna mieć miejsca. To zupełnie, jakby nie zaistniała psychologia humanistyczna i transpersonalna; jakby świat zatrzymał się i nie rozwiajał. I, na ten przykład, Jesper Juul wcale się nie urodził, niczego nie zbadał i niczego nie opisał... W zasadzie o tym ’innym podejściu’ do wychowywania piszę na tym blogu...

Przykładem wzmiankowanej rodzicielskiej uważności, a może bardziej świadomości płynącej z realnego poczucia zagrożenia własnych dzieci w placówkach opiekuńczoxwychowawczych, niech będzie chociażby i ta jej egzemplifikacja: na innym zebraniu tego dnia, w tej samej placówce, rodzice poprosili - co ważne: uprzedzająco - o niestosowanie nagradzania dzieci za jedzenie.

xxx
Jedna z naszych małych dziewczynek, zawołała w piątek rano „a jak powiem ładnie ‚dzień dobry’, to dostanę od pani plakietkę!”

A w puencie czegoś, o czym myślałem, że jest wyłącznie nieprzyzwoitym dowcipem, krążącym w potoczności szło, że ‚ksiądz proboszcz dawał Snickersa’.

Właśnie poczułem się ‚delikatnie wzmocniony’. Szkoda, że negatywnie.

{{ message }}

{{ 'Comments are closed.' | trans }}

Blog w wersji audio dostępny w:

Spreaker Spotify Podcasts YouTube