Świat z perspektywy żonatego mężczyzny,
będącego ojcem czwórki dzieci

Konik

Konik

Podobno jest tak, że każdy winien mieć swego konika. Wydaje się, że małe dzieci - korzystając z pełni przysługujących im praw - są na bakier z szeroko rozumianym savoir-vivre, ale w tym konkretnym przypadku, nasze Najmłodsze potraktowały sprawę literalnie, a z pewnością poważnie i z tą fantastyczną swobodą ekspresji, która zmienia świat na lepszy.

Kiedy byłem małym chłopcem, jakoby standardem dziecięcych marzeń był koń na biegunach. Taki, o którym piosenkę zaśpiewać można... Osobiście takiego nie miałem, ale bywając ‚w gościach’, mogłem nie tylko zobaczyć, ale i spróbować. Pewnie było fajnie, bo nie mam żadnego emocjonalnego stosunku do tych wspomnień. Ale... Zawsze byłem nacechowany wielką potrzebą ruchu. Wiadomo - ruch to życie, a życie, to ruch. Generalnie u dzieci procesy pobudzania dominują, a ciekawość stanowi naturalne nasze ‚wyposażenie’. I tu pojawia się problem - koń na biegunach, to taki ‚trochę nie koń’. Bo słabo się rusza. Wiedz też, że piszę to z perspektywy dziecka, które na ścianie powiesiło sobie plakat Winnetou z nabijaną srebrnymi ćwiekami strzelbą, którego srokaty mustang był - co oczywiste - najpiękniejszym na świecie. Pewnie dlatego, z innymi dziećmi dosiadaliśmy mioteł, jeśli kto nie miał kijka z głową konia i galopowaliśmy po świecie ku własnej uciesze.

Jest w tym coś iście magicznego, bo spełniając kryteria definicji memu - replikatora kultury, Gajcia z Zojcią, całkiem spontanicznie kultywują tę piękną tradycję. W swoim własnym, i jak dla mnie niepowtarzalnym stylu. Robią to na tyle spontanicznie, że trudno mi było uchwycić właściwy moment. Stanęło na tym, że mam pozowane i pośród wiosennych porządków - co widać w nagłówku wpisu, zdjęcie.

W dziecięcym świecie, nawet pluszowy osiołek może zostać rasowym rumakiem, czyli konikiem. Tyle, że dziewczynki chciały galopować, a okazało się, że galop w formie tradycyjnej jest niemożliwy do wykonania (wykoniania?), zaś z dosiadem na końskiej szyi - a la centaur, jest nie dość szybki. Zdarzało się nawet, że koń zostawał w tyle, za pędzącym dalej jeźdźcem... Dziewczynki rozwiązały problem po mistrzowsku, dzięki wsparciu swojej starszej Siostry. Wykorzystały szelki - inny relikt czasów mego dzieciństwa. Dzięki nim, koniki nawet w dzikim cwale pozwalają utrzymać się małym amazonkom na grzbiecie :) Wygląda to cudnie. A sens tego taki, że zamiast ‚walczyć z materią’ Dziewczynki przeżywają coraz to nowe przygody. I miód leją tym w rodzicielskie serca!

Teraz już patrzeć tylko, jak wzrośnie popyt na szelki...

Google Plus
{{ message }}

{{ 'Comments are closed.' | trans }}