Świat z perspektywy żonatego mężczyzny,
będącego ojcem czwórki dzieci

Trzeba być Polakiem

Trzeba być Polakiem

Czasami dzieje się tak, że na powierzchnię wyłażą ukryte na co dzień sprawy. Te niechciane i wypierane. Kolące samą swoją obecnością. Te, od których uciekam, czasem się nie przyznaję. Również i takie, które obnażają moją bezradność. I o tym właśnie jest ta historia.

Udało mi się do tej pory być w większości europejskich krajów. To były przeżycia, które wspominam bardzo miło. Pewnie dlatego, że obcowanie z inną niż rodzima kulturą, było nie tylko interesujące poznawczo. Z pewnością dlatego, że ukazywało mi jak bardzo - mimo oczywistych w niektórych przypadkach a w innych bardziej subtelnych różnicach w obyczajowości, jesteśmy podobni.

Na rozwojowej drodze od wspólnot przez nacjonalizmy, które w tak małej przestrzeni kontynentu, prowadziły do licznych konfliktów i przemocy, udało się nam dotrzeć do miejsca, w którym potrafimy być i żyć wespół. Udało się nam osiągnąć to, co pozwala, honorując różnice i odmienności, tworzyć wartościową w wielu planach i wymiarach łączność różnorodności; ludzi dla których wspólna gatunkowa przeszłość i niepewność przyszłości są wartościami tak wielkimi, że skłaniającymi do współpracy, do częstszego wybierania tego, co zawiera większą przestrzeń i większą głębię znaczeń. Również do tego, co wykracza poza religijne dogmaty, polityczne ortodoksje.

Żeby nie było tak filozoficznie - wszędzie, gdzie bywałem doświadczałem życzliwości. Nie mówię tu o osobistych kontaktach z gospodarzami - bo to dość oczywiste, a o bezinteresownej życzliwości ludzi gdzieś w przestrzeni publicznej - na symbolicznej i dosłownej ulicy. Ludzie pomagali sobie, czasem i mnie. Również mnie samemu zdarzało się czynić dobro innym - obcym ludziom. Tak po prostu.

Ciekawym doświadczeniem była dla mnie Polska i polskość widziane z perspektywy doświadczanej w czasie takich wyjazdów odmienności kulturowej. To, co dla mnie było zwyczajne, przejrzyste wręcz, bo najczęściej nieuświadamiane, okazywało się ważnym i interesującym dla moich rozmówców, zainteresowanych Polską, polskością - próbujących zrozumieć to, co się dzieje w naszym kraju i o czym mówi się zagranicą. Skutkowało to zwykle potrzebą nazywania rzeczy i spraw na co dzień nienazwanych; koniecznością refleksji, w kraju mojej codzienności nie (dość) obecnych. Czasem przyprawiało mnie to o dumę; czasem doświadczałem poczucia wstydu - mówiąc najbardziej ogólnie - za małość.

Polska. Mieszkam w Polsce. Tu jest mój dom, dom, dom - parafrazując znany utwór Kultu. Oprócz mojego domu, tu również jest nasz samochód. Tu również mieszka ktoś, kto bardzo, ale to bardzo mnie nie lubi. Co kilka tygodni, choć nieregularnie, doświadczam jakiejś szkody, aktu wandalizmu. A to wyłamane plastikowe i pseudometalowe elementy karoserii. A to skradzione tak drobne jak drogie (więc w praktyce nie do odtworzenia dla mnie) metalowe elementy zabezpieczające kołpaki kół. Połamana antena? - oczywiście. Oczywiście nie zwyczajnie złamana, ale uszkodzona w specyficzny sposób, uniemożliwiający jej naprawę, poza ingerencją w poszycie dachu od zewnątrz i uszkodzenie tapicerki od wewnątrz. Pomalowana - ups!: utytłana karoseria? Potwierdzam, ze smutkiem...

Zdarzyły się nam kilkukrotnie ‚grubsze’ akcje. Mam na myśli wbicie świeżego jajka do kratek układu wentylacyjnego. Brzmi błacho, śmiesznie wręcz. A jednak. Jednak kiedy jajo zamieni się w zbuka, a rozmnażające się bakterie i siarkowodór rozprzestrzenią po całym aucie, to jest mocno niewesoło. To już nie jest wandalizm. Takie coś grozi uszczerbkiem na zdrowiu. Co gorsza nie tylko moim własnym. Jakoś tak poczuwam się do bycia powodem tej niepożądanej sprawczości, więc boli mnie tym bardziej. Takie coś godzi w zdrowie naszych wciąż małych dzieci. I nie zdarzyło się raz...

Albo: łamanie wycieraczek. I znowu - nie złośliwość polegająca na 'zwyczajnym złamaniu', który to problem mógłby rozwiązać zakup nowego pióra. Mam na myśli nienaprawialne uszkodzenie całego ramienia. Albo takie jak to ostatnie - sprzed dni kilku: ukręcenie całego ramienia. I jego kradzież... Ten rodzaj szkodzenia wpływa już na bezpieczeństwo. Znowu: nie tylko moje, ale wszystkich podróżujących autem. Żeby było mniej śmiesznie mówię nie o nowym, błyszczącym i pachnącym aucie, ale o dwudziestoletnim ‚nie dość’...

Trudno się bronić przed czymś takim. Monitoring auta w moim przypadku nie wchodzi w grę. Z resztą mógłby okazać się niewystarczającym do rozwikłania sprawy. A złapanie ‚za rękę’ - na ‚gorącym’ mogłoby spowodować jeszcze większą, być może dozgonną już ‚życzliwość’...

I zastanawiam się: jak wiele gniewu i agresji trzeba mieć w sobie, żeby robić coś takiego komukolwiek, jak trzeba być perfidnym (bo chyba nie z tchórzostwa przed konfrontacją takie zachowanie), jak wyrachowanym - co tłumaczy konsekwentną powtarzalność tych aktów, jak mało wyobraźni trzeba mieć, żeby nie wiedzieć, że działania takie narażają czyjeś zdrowie i bezpieczeństwo - jakim trzeba być człowiekiem?

I całe moje doświadczenie mówi mi jedno: trzeba być Polakiem.

Google Plus
{{ message }}

{{ 'Comments are closed.' | trans }}