Świat z perspektywy żonatego mężczyzny,
będącego ojcem czwórki dzieci

BIGDATA

BIG DATA

Istnieje pojęcie Big Data. Żeby nie przynudzać, chodzi w nim o objętościowo duże zbiory informacji, charakteryzujące się dużą zmiennością i różnorodnością, wymagające znaczącego przetwarzania w celu wykorzystania informacji zwrotnej, wykorzystywanej - na potęgę w krajach wysokorozwiniętych (czyli w Polsce w sposób mało znaczący).

Istnieje także coś znacznie większego. Chodzi mi o zespół informacji, faktów, luźnych wątków, myśli składnych i tych zupełnie rozbieganych... Takich, co to tworzą człowieka. Również takiego w czasie ‚tworzenia się’ - młodego znaczy. Dziecka. Mojego dziecka.

Mam to szczęście, że dzieci ze mną rozmawiają. Jeszcze. Jeszcze? Opowiadają mi różne sprawy i historie. Oczywiście, cieszę się z tego. Znam wiele przypadków, gdzie komunikacja między dzieckiem a rodzicami ograniczała się do 'suchych' formalności.

Żebym nie zadzierał nosa, przypominam sobie, że z moją Ukochaną a swoją Mamą, nasze dzieci rozmawiają jeszcze ‚bardziej’. Mocniej rzekłbym. Głębiej. Z jednej strony trochę jej tego zazdroszczę. Bo taka otwartość jawi mi się jako probierz jakości relacji. Z drugiej strony, kiedy widzę jak - zwłaszcza starszaki - przychodzą i bluzgają swoimi emocjami, które trzeba znieść, wysłuchać tylko ale też często coś podpowiedzieć, to jestem szczęśliwy, że omija mnie ten przywilej.

Co do kilku spraw z tym związanych wiem na pewno, że utrzymanie bogatych, szczerych (jakkolwiek w rozpiętości tonalnej emocji) relacji jest być może najważniejszym zadaniem rodziców.

Wiem także, że w układzie dziecko-rodzic, to ja ja jestem dorosły i dojrzały. To ja mam być rezerwuarem dla największych nawet bluzgów emocjonalnych naszych dzieci. Emocje nie są złe ani dobre. Mogą być odczuwane i komunikowane jako mniej lub bardziej przyjemne. Mogą być - i jest tak w istocie - trudno przyswajalne w formie, ale to ja, rodzic jestem tym, który musi to znieść. Jestem tym, który musi uporać się ze swymi własnymi emocjami budzącymi się w burzliwych kontaktach z dziećmi. To ja w tym układzie jestem ‚mającym wiedzę’. To ja, wreszcie, mam być tym, który wyciągnie do dziecka rękę. Dosłownie i w przenośni.

Bo to właśnie w ten sposób dzieci uczą się siebie i świata. Zrozumienie przychodzi po czasie prób, najczęściej też i błędów. Dobrze, by te pojawiły się we właściwym rozwojowo momencie, by dzieci miały czas na wybrzmienie się w swej dojrzewającej emocjonalności. Bo dobrze jest mieć relacje, a nie rację.

I to właśnie jest BIG DATA. Wartość w świadomym i odpowiedzialnym rodzicielstwie, według mnie.

No! To idę zmagać się z dojrzewającą Panną, ultrawrażliwym Młodzieńcem i dwójką takich, co to przyprawić potrafią o łzy szczęścia i odruch obronny organizmu, polegający na gwałtownym wyrzuceniu treści żołądka na zewnątrz - wszystko ze szczęścia, oczywiście.

Walka nie jest równa, ale myślę sobie, że nawet kiedy ‚przegrywam’, to i tak wygrywam. BIG DATA - warto się starać!

Google Plus
{{ message }}

{{ 'Comments are closed.' | trans }}