Świat z perspektywy żonatego mężczyzny,
będącego ojcem czwórki dzieci

Tadekniejadek

Tadek-niejadek

Pamiętam czasy, kiedy śniadanie, które dostawałem od Rodziców lądowało ‚gdzieś'. Za łóżkiem, w skrzynce z bezpiecznikami… Z dzisiejszej perspektywy - wstyd. Ale także zrozumienie dla tego, co robią moje dzieci.

Majka do szkoły idzie ze śniadaniem. I wraca. Ze śniadaniem napoczętym, tkniętym, ale nie zjedzonym… Oczywiście zawsze ma jakieś wytłumaczenie tego. A to nie było czasu… A to coś było nie takie… Albo 'przecież mówiłam, że z 'tym' nie chcę'… Problem jest realny, bo z powodu nietolerancji na pszenicę, Majka nie może korzystać ze stołówki szkolnej. W efekcie zdarza się, że nie je wcale. Oczywiście zdarza się i tak, że zjada dokładnie wszystko i jęczy, że było mało. Ale nie ma tutaj klucza, 'co?' i 'kiedy?'. A szkoda…

Co zatem z tym fantem? Najpierw zapewne stwierdzenie faktu, typu: 'o, nie zjadłaś śniadania'. Później zapewne: 'znowu nie zjadłaś!' A jeszcze później: 'nie zjadłaś? Dlaczego?' Stąd juz tylko krok do nerwów. Tych poważnych, bo okraszonych podniesionym tonem, nakazem, kategorycznością. Albo jakąś formą szantażu, choćby tego emocjonalnego… No bo przecież większość rodziców tak by zareagowała, prawda?

Jeśli wybierzesz tę drogę pamiętaj, że zamyka ona możliwość dialogu z dzieckiem w tej kwestii, a dziecko może zacząć… kombinować i oszukiwać. A tego pewnie żaden świadomy rodzic nie chce.

Prostych rozwiązań niestety w tej kwestii nie ma. Przynajmniej według mnie. Ale należy próbować. My pokazaliśmy Majce różne filmy na temat żywienia, tego jaką rolę pełni ono dla prawidłowego rozwoju młodego organizmu. Mam świadomość, że podejście do kwestii żywieniowych może dzielić ludzi równie skutecznie jak poglądy polityczne. Lub nawet bardziej i trwalej. Ale wiem z doświadczenia, że zainteresowanie dziecka tematem i pozwolenie na samodzielna jego eksplorację, przynosi zaangażowanie jakiego żadnym nakazem, prośbą czy nawet przekupstwem się nie uzyska. To zaś, że proponowane treści (w moim przypadku filmy i informacje znalezione w Internecie) nie są do końca 'właściwe i słuszne', na tym etapie ma znaczenie drugorzędne. Można to korygować - całkiem swobodnie, w późniejszym czasie. Grunt, że do takich korekt jest podstawa w postaci, wyrażającego zainteresowanie odżywianiem się dziecka, z którym można o tym rozmawiać.

I tego się trzymam!

archiwalne komentarze DISQUS

w grudniu 2015 r. Aleksandra Konieczna napisała:

Gdy rano wystarcza czasu moja ośmiolatka sama szykuje sobie kanapkę - przegląda zawartość lodówki i po konsultacji (żeby np. nie było jogurtu plus kanapki z białym serem) po swojemu generuje śniadanie, które jakoś zawsze zjada :-) bo zrobione przez mamę zdarza się, że "gryzie" w zęby; dodatkowo córka dostaje drobne słodkie przekąski, które wycofujemy z menu szkolnego gdy śniadaniówka wraca nietknięta (co ciekawe - nietknięta z wyjątkiem przekąsek na których zjedzenie czas znajduje się zawsze) i wtedy przez dwa - trzy dni w plecaku króluje nieśmiertelny zestaw: kanapka plus jabłko. Generalnie - racja Mirku, pamiętać należy, że wół cielęciem był :)

w grudniu 2015 r. zonatyidzieciaty napisał:

My korzystaliśmy ze sposobu pt. wskaż potrawy, które lubisz i możesz zjeść w szkole. Niestety też nie działał w 100%. Zdarzało się , że Majka nie jadła tego, co sama wybrała, albo wybierała tak mono tematycznie, że nie mogliśmy się na to zgodzić. Myślę, że w temacie jedzenia dzieci trzeba być czujnym i uważnym, jednocześnie zaś pomysłowym, niezrażającym się, taktownym, dowcipnym. I nieugiętym...

{{ message }}

{{ 'Comments are closed.' | trans }}