Świat z perspektywy żonatego mężczyzny,
będącego ojcem czwórki dzieci

Krlem

Krłem

O błogosławiona cierpliwości, która pozwalasz dotrwać strudzonemu rodzicowi do źródeł radości - kiedy dziecko ni stąd, ni zowąd, w trakcie przyziemnej z mojej perspektywy czynności, jaką jest przewijanie, mówi: „krłem”!

Wcześniej pisałem o ‚opowiadaniu świata’ jako jednym z moich zadań wychowawczych. Opłaciło się być wytrwałym!

Aktywne ojcostwo daje wiele frajdy. Oczywiście kiedy nie padam na pyszczek ze zmęczenia, zauważam więcej i doświadczam głębiej. Aktualnie nasza ukochana Zojka jest w takim momencie swojego życia, że dosłownie widać z dnia na dzień, jak pięknie się rozwija w całości, a w szczególności, jak buduje się w niej i tworzy dojrzałość językowa.

Z zachwytem i dumą przysłuchiwałem się jej głużeniu i gaworzeniu. A także pierwszym słowom wypowiadanym dość bezrozumnie niegdyś. Teraz zaś, wszystko, co Zojka mówi, ma jakiś cel - cała jest nastawiona na komunikację. Kiedy się do niej zwracam, dosłownie widzę na jej twarzy procesy myślowe. Zaraz potem doświadczam jej działania, kiedy z równie nieskrywaną dumą reaguje na to, co do niej powiedziałem.

Pamiętam, że na swoje pierwsze urodziny mówiła do mnie „tata”. Później zaś „tato” i „tatu”. To ostatnie całkiem przypominało zwracanie się do nas - rodziców, naszej pierwszej córki - Mai. Majka mówiła do nas per „tatulu” i „mamulu”, co czyniło nas wówczas najszczęśliwszymi rodzicami na świecie.

To wszystko jest dla mnie osobiście dość istotne. A to za sprawą moich poglądów z młodzieńczych lat 20. mego życia, wygłaszanych na temat mojego przyszłego ojcostwa. Mówiłem wówczas między innymi, że nie zamierzam mieć dzieci tylko dlatego, żeby ktoś mówił do mnie per ‚tato’. Dzisiaj, z perspektywy wielodzietności, będącej moim przywilejem, nie mogę się nadziwić temu, jak bardzo głęboko i radośnie przeżywam każde zawołanie Zojki, wołającej mnie lub krzyczącej do mnie ‚ta-to’ na milion odmiennych sposobów. Lub coś koło tego…

Tak naprawdę, Zojka mówiła ‚tata’ wcześniej niż na pierwsze urodziny. I w zasadzie powodowała tym niemałą konfuzję w domu. Wszyscy się dziwili, że nie mówi ‚mama’. Ani trochę… Starsze rodzeństwo próbowało ją tego nauczyć. A ta Sroczka nic… Na urodziny mej Ukochanej, chciałem sprawić jej tę radość, by usłyszała od córci ‚mama’, ale nie wyszło… Oczywiście ja śmiałem się, ale chodziłem jak paw…

Kiedy więc Zojka zaczęła mówić ‚krłem’, byłem równie szczęśliwy, co zaskoczony. Zaskoczony, że nie mówi/powtarza słów, które słyszy częściej. Zabrzmi to śmiesznie, ale wyszło to trochę tak, jak w dowcipie o Jasiu - rzekomym niemowie, który nagle zaczął mówić. Zapytany, jak to się stało odpowiedział, że ‚zawsze była musztarda’…

Zojka ma takie ‚przebicia’ - w potoku słów w jej własnym języku, którym Gaduła raczy nas niemalże nieustająco, pojawiają się wypowiadane nieco nieśmiało, ale za to całkiem wyraźnie, słowa zrozumiałe dla wszystkich.

I piękne jest to, że mogę tego doświadczać!

{{ message }}

{{ 'Comments are closed.' | trans }}