Świat z perspektywy żonatego mężczyzny,
będącego ojcem czwórki dzieci

Demiurg czyli opowiadanie swiata

Demiurg, czyli opowiadanie świata

Myślę, że dzieci nie tworzy się raz, w skądinąd jakże miłym akcie. Tworzy się je po wielokroć i na różne sposoby. Jednym z najważniejszych jest 'opowiadanie świata'.

Świat wydaje się nam znany i powtarzalny w rutynie codzienności. Dla małych dzieci jest zaś całkowicie obcy, tajemniczy. Moje 'opowiadanie świata' pomaga im oswoić go, odnaleźć się w nim i czuć swobodnie tak bardzo, by z czasem tworzyć go wedle własnej woli, pamiętając, że wiele jeszcze rzeczy i spraw pozostanie do odkrycia.

Moje pierwsze opowiadania były banalne. Mówiłem do moich dzieci jeszcze przed ich narodzeniem. O tym, że cieszymy się z Ukochaną, że już wkrótce będą z nami, że są kochane i upragnione…

A kiedy pojawiały się wreszcie na świecie w tej jungowskiej pleromie, w której duch spleciony jest z materią ciała, moje opowieści dalej były banalne. Mówiłem, że za chwilę przebiorę pieluszkę, opowiadałem, co dzieje się wokół mnie na spacerze, czytałem na głos książeczki…

Kiedy zas przychodził czas zadawania przez maluchy pierwszych pytań - tych o wszystko - cierpliwie odpowiadałem. To był pierwszy raz, kiedy moje dzieci, niczym biblijni rodzice, oswajały świat przez nazywanie go. To, co mogło być bulionem potencjalności, stawało się w naszym wspólnym świecie tatą, i mamą, i łyżką…

I kiedy dzieci rosły, nie ustawałem w moim opowiadaniu świata. Tłumaczyłem tak, jak sam go rozumiem, nie unikając trudnych pytań skąd się biorą dzieci. Mówiłem dlaczego jedni ludzie robią tak a drudzy inaczej. I prosiłem, by papierki wyrzucały do koszy na śmieci, a przez ulice przechodziły w miejscach oznakowanych. Mimo tego, że tak wielu ludzi czyni inaczej…

Któregoś dnia, dawno, dawno temu, kiedy byłem jeszcze tatą tylko Majki i Julka, jak zwykle przed snem im poczytałem. To było krótko przed Mikołajkami. Czytałem o zwyczajach z nimi związanych, między innymi o tym, że grzeczne dzieci dostają prezenty, niegrzeczne zaś - rózgi.

Nie pamiętałbym tej historii, gdyby nie to, że kiedy już żegnałem moje anioły do snu, Majka, wyrażając stanowisko obojga powiedziała “tato, ale co to są te rózgi?” Zaskoczony w pierwszej chwili niewiedzą takiej oczywistości, zapytałem, jak myślą, czym one są. Majka powiedziała, że to jakieś gałązki, a Julek że chyba raczej zaostrzone patyczki. W sumie byli blisko. Ale ja doznałem kolejnej rodzicielskiej iluminacji - świadomości konieczności nieustającego 'opowiadania świata', już nie tylko nazywania, ale też tłumaczenia jego złożoności i zawiłości, włączając w to i nas samych.

Jestem demiurgiem. Tworzę świat moich dzieci nazywając go. Daję im przez to władzę nad poznanym. Nie pozostawiam ich samym sobie. Wartościuję i nazywam świat i zachowania ludzi. Zachęcam do jednych i przestrzegam przed innymi. Nie boję się pytań 'dlaczego?'. Opowiadam mojemu synowi o tym, jak winien zachowywać się wobec dziewcząt, a najstarszej córce, czego może wymagać od chłopców. Nie wstydzę się, gdy 'nie wiem' - to wcale nie takie rzadkie. Nie zrażam się, gdy dzieci gubią się i błądzą. Cieszę się z ich samodzielności. Pamiętam też, że to, co dla mnie oczywiste, może być niejasnym dla nich. Wiele opowieści przede mną.

I ufam, że moje dzieci będą w przyszłości świadomie tworzyć świat swojego potomstwa. Po to, by był jeszcze lepszy! I zawsze dobry!

Autorką zdjęcia jest Karolina Kuś.

{{ message }}

{{ 'Comments are closed.' | trans }}