Świat z perspektywy żonatego mężczyzny,
będącego ojcem czwórki dzieci

Wakacjepodnamiotem

Wakacje pod namiotem

Pojechałem z dziećmi pod namiot. Razem z moim starszakami pojechała również ich kuzynka. Rozkład wiekowy: sześć-siedem-osiem lat. Było super! Ale po kolei…

Pojechaliśmy do miejsca, które dzieci dobrze znają - nad jezioro Wądzyńskie na Pojezierzu Brodnickim. Dla mnie samego jest to miejsce szczególne z uwagi na sentyment i emocjonalny bagaż wiążący mnie z nim, ale też zwyczajnie jest to miejsce piękne i co ważne z perspektywy rodzica - bezpieczna i atrakcyjna przestrzeń dla małych dzieci.

Celowo akcentuję wybór miejsca - przestrzenie oswojone przez nas dorosłych, potrafimy lepiej ocenić pod kątem przydatności do wypoczynku z dziećmi. Łatwiej nam ulokować w przestrzeni i czasie wakacyjnego wypoczynku różnego rodzaju atrakcje, które pozwolą wypełnić spędzany w tym miejscu czas. Nasze miejsce ma specyficzny rozkład - znajduje się na cyplu i tworzy na dobrą sprawę jeden wielki i dobrze widoczny plac zabaw. A nic nie robi tak dobrze rodzicom, jak poczucie bezpieczeństwa w odniesieniu do ich dzieci…

Znajomość miejsca pozwala na przygotowanie sprzętu do wyjazdu adekwatnie do znajdujących się w nim zasobów. Z ważnych elementów będą to sanitariaty i dostęp do cudów techniki typu lodówka, kuchenka, czajnik elektryczny. W coraz większej liczbie ośrodków i pól namiotowych można znaleźć je wszystkie, w dodatku na zadowalającym poziomie czystości, estetyki i funkcjonalności. Osobiście nie skreślałbym pól namiotowych bez takich wynalazków - zwyczajnie przygotowałbym się inaczej do wyjazdu.

Kolejnymi zasobami, będą oczywiście walory naturalne, które zapewne jako pierwsze zachęcają do odwiedzin. Trudno nie wykorzystać potencjału wyjazdu nad jezioro - zwłaszcza w tak upalny czas, jak miało to miejsce w tym roku. I ten punkt trzeba bardzo dobrze rozpracować. Po pierwsze ze względów bezpieczeństwa dzieci. To, co dla nas dorosłych jest przejrzyste, że aż niewidzialne, dla rodziców ujawnia się jak realne kwestie wymagające rozstrzygnięcia. Po pierwsze kąpielisko. Powinno być wyraźnie oznaczone, ze wskazaniem głębokości wody. Najlepiej żeby było to kąpielisko strzeżone - wtedy korzystamy z uroków wody w obecności ratownika. Z własnego doświadczenia (również jako ratownika) wiem, jak niewiele trzeba, by w wodzie zadziały się niedobre rzeczy. Przykładowo, w miejscu do którego pojechaliśmy, zdarzyło się, że dwie dorosłe osoby trzymające za ręce swoje dzieci zagadały się stojąc po kolana w wodzie - dopiero interwencja ratownika zwróciła uwagę na fakt, iż jedno z dzieci podtapiało się na tej jak się wydawało bezpiecznej, bo niewielkiej głębokości, będąc trzymanym za rękę przez nieświadomego niczego rodzica… Raz jeszcze - dla wypoczynku z małymi dziećmi warto wybierać kąpieliska strzeżone. Oczywiście fajnie jest, kiedy nasze miejsce wyposażone jest w dodatkowe atrakcje. W naszym przypadku były to zjeżdżalnia w brodziku i dmuchane platformy do skakania, wspinania się (dla starszych dzieci i dorosłych), no i oczywiście fajna plaża, pozwalająca na budowanie wspaniałych budowli i oczywiście późniejsze ich niszczenie… Warto jeszcze pamiętać, że jakkolwiek dzieci z cukru nie są i się w wodzie nie rozpuszczają, to mogą się jednak przeziębiać. A to może popsuć najlepszy plan na wyjazd… Wystarczy żonglować czasem i aktywnością dzieci (jak zwykle zresztą) - zawsze jest coś do zrobienia na brzegu, po czym trzeba koniecznie wejść do wody… Zupełnie super jest, gdy można skorzystać ze sprzętu pływającego - rowerów, kajaków, łodzi wiosłowych. Oczywiście wstęp na pokład wyłącznie w dopasowanych kapokach. Niestety ten warunek dopasowania dość ciężko jest spełnić, korzystając ze sprzętu ośrodkowego. Przy wielodzietnej rodzinie warto pomyśleć o kamizelkach do kupienia we własnym zakresie, które będą mogły być wykorzystywane przez kolejne rodzeństwo. Wydłuży się ich żywot i zwróci poniesiony nakład finansowy. Oczywiście, kiedy dzieci zeń wyrosną warto kamizelkę podarować/odsprzedać…

Poza chwilami spędzonymi nad wodą pozostaje jeszcze mnóstwo czasu - zwłaszcza, że w wakacje nikt nie chce chodzić szybko spać… Warto pomyśleć zatem o zadaniach do realizacji w terenie. A jest w czym wybierać. Można grać w gry i bawić się piłkami. Można szukać świetlików, motyli. Chrust na ognisko również sam się nie nazbiera, ale gdy tylko pokazać dzieciom jak bezpiecznie pozyskiwać materiał opałowy, to i ognisko migiem zrobić można. Oczywiście w miejscu do tego uprzednio przygotowanym, co w ośrodkach jest zazwyczaj normą. Przy ognisku można nauczyć jak karmić tego stwora - zupełnie jak w Piaskowym Wilku - żeby się nie rozbuchał zanadto, ale też żeby nie umarł z głodu… Kiełbaski i grzanki też warto nauczyć robić samodzielnie. I ziemniaki z popiołu…

Na dobrą sprawę, taki wyjazd to jedna wielka okazja, by dając dzieciom radość uczyć je wielu pożytecznych umiejętności, wzbogacać wiedzę i ich biografie :) Wszystkim rodzicom polecam gorąco takie wyjazdy pod namiot z dziećmi!

{{ message }}

{{ 'Comments are closed.' | trans }}