Świat z perspektywy żonatego mężczyzny,
będącego ojcem czwórki dzieci

'Szczere pustki w domu'

Po raz pierwszy zdarzyło się nam, że w czasie wakacji wyjechały bez nas - rodziców, nasze najstarsze dzieci. Pierwsze dni ich nieobecności odbierałem jako swoisty odpoczynek. Później zaś, nawet ferwor przygotowań na przyjęcie Gai, nie zdołał przytłumić pustki, jaka powstała w domu bez naszych 'starszaków'. Zostaliśmy sami z 15-sto miesięczną Zoją, która uwodzi i podbija serca wdziękiem, spokojem i radosną postawą wobec życia.

Zwyczajnie poczułem się niepełnym. Ale uświadomiłem to sobie w istocie przyglądając się Zojce, która bez starszego rodzeństwa całą swoją energię skupiała na nas. Wydaje mi się, że ta rozłąka najbardziej odczuwalna była właśnie dla niej. Z mojej perspektywy, dzieci wychowywane bez rodzeństwa doświadczają specyficznego rodzaju samotności - są wśród ludzi, ale dorosłych; nie współdzielą świata beztroski, całkowicie złudnego marnotrawstwa czasu i energii na sprawy z pozoru tylko błahe, jak zachwyt nad przedmiotami, smakami, kolorami, zdarzeniami - wszystkim, co stanowi naturalną perspektywę w oczach dzieci i nader często jest odleglejsze dla nas dorosłych, niż Alfa Proxima od naszego Słońca.

To doświadczenie uzmysłowiło mi, że dużo łatwiej jest kierować uwagą dzieci, ich energią, kiedy są razem, kiedy można podążać za impulsami pojawiającymi się w grupie, wzmacniając je, a czasem transformując. Doświadczenia zdobywane w ten sposób wydają się nieocenionym bagażem wartości samych dzieci, bo nie są narzucane z zewnątrz. Nawet za cenę bałaganu, mniej lub bardziej trwałych uszczerbków rzeczy martwych, które bledną w kontekście głębokich przeżyć, prawdziwych i autentycznych, wartościujących działanie, współdziałanie, samych siebie, takich które tworzą młodych ludzi i wizję świata, który za jakiś czas będą zmieniać i kształtować.

{{ message }}

{{ 'Comments are closed.' | trans }}